Pan Tu Nie Stał – Demoludy (patronat medialny)

Gra Pan tu nie stał wydana przez wydawnictwo Egmont była dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Po pierwsze wykonanie było znakomite. Przyciągające wzrok i ociekające klimatem PRLu grafiki powodowały, że ja, osoba urodzona w latach 80, uśmiechałem się wyciągając kolejne żetoniki z towarami. Po drugie: temat stania w kolejce okazał się lepiej spasowany z tematem, niż budowanie chińskiego muru (dla niezorientowanych Pan tu nie stał bazuje na grze Great Wall of China). Może dr Knizia jest mistrzem mechanik, ale wybierania tematyki do gier powinien uczyć się od polskich wydawnictw.

Czytaj więcej

Roll for the Galaxy – czy warto było czekać?

Wiecie jak to jest – napalacie się na jakąś grę, czekacie, czytacie o niej wszystko co się pojawia. Poprzeczka idzie coraz wyżej i wyżej. Wówczas bardzo łatwo żeby tytuł nie sprostał pokładanym w nim oczekiwaniom. Nie pomaga jeżeli premiera gry, tak jak to było w przypadku Roll for the Galaxy, była ciągle przesuwana i odkładana. Moje oczekiwania wobec Roll’a były bardzo wysokie. Tak wysokie, że gra musiała być dokładnie taka jak sobie wyobraziłem – czyli idealna, abym się nie zawiódł. Chyba dość łatwo przewidzieć jak to się skończyło… prawda?

Czytaj więcej

Mumia: wyścig w bandażach – stary gracz, a może

Stary może bardzo nie jestem, ale gram już dość długo i wiele planszówek przewinęło się przez mój stół. Więc co dokładnie może taki stary gracz jak ja? O dziwo może się świetnie bawić przy grze z mechaniką roll & move (rzucamy kostką i poruszamy się tyle ile wyrzuciliśmy). Ale nie przy pierwszej-lepszej grze tego rodzaju. To powinna być gra utytułowana i stworzona przez znanego autora albo autorów, z odrobiną decyzji do podjęcia i kapką negatywnej interakcji. Całe szczęście znam przynajmniej jeden taki tytuł.

Czytaj więcej

Cywilizacje poprzez Essen

Tegoroczne targi w Essen stały dla mnie pod znakiem gier kościanych i gier “cywilizacyjnych”. Może nie był to aż tak bardzo widoczny trend, ale mimo wszystko było dużo tytułów, które w jakiś sposób próbowały przyjrzeć się tematowi budowania własnej cywilizacji (niekoniecznie poprzez wieki). Dzisiaj opowiem Wam o trzech takich grach, z którymi zdążyłem się zapoznać. W każdą z pozycji zagrałem na razie tylko raz. Przed zakupem nie wiedziałem za wiele o żadnej z tych gier. Nie wszystkie z poniższych gier pozostały w mojej kolekcji.

Czytaj więcej

Waleczne Piksele – ogromne możliwości w małym pudełku

Nigdy nie miałem Commodore, Atari czy Amigi. Miałem za to Nintendo Entertainment System. Grałem w Mario i Duck Hunt, Zeldę i trochę gniotów o których nie warto tu wspominać. Ale pokochałem ten 8 bitowy system. Mój pierwszy komputer dostałem dopiero jak miałem kilkanaście lat, ale udało mi się namówić rodziców na jedną grę – padło na Final Fantasy VII (zostałem namówiony przez Piotra Rubika, który wówczas prowadził Magazyn Multimedialny Odlot). Gra pochłonęła mnie na długie godziny, a potem przyszedł czas na emulatory. Zacząłem nadrabiać różne tytuły z Super Nintendo, skupiając się głównie na innych częściach Final Fantasy. Jedną z moich ulubionych było Final Fantasy Tactics – turowa strategia, gdzie kierując swoją drużyną złożoną z wielu różnych postaci, toczyło się serie taktycznych pojedynków. Ten przydługi wstęp przed recenzją jest po to, żebyście wiedzieli jak dużo sentymentu mam do starych gier, a w szczególności właśnie do turowych strategii i gier jrgp. Wiedziałem, że ten sentyment z jednej strony pozwoli mi się bardzo mocno zanurzyć w tematyce Walecznych Pikseli, grze która próbuje odtworzyć retro gry na planszy. Jednocześnie jeżeli gra zawiodłaby mnie mechanicznie, rozszarpałbym ją na strzępy za niespełnione obietnice. Bez owijania w bawełnę – gra spełniła wszystkie pokładane w niej nadzieje. I to z nawiązką.
Czytaj więcej

Labirynty x2, Miasta x3 – lots of fun, same przegrane (Ekspres)

Krótkich relacji z gier ciąg dalszy. Tym razem żadnych nowości. Ostatnio każde piątkowe granie wygląda podobnie: “To w co gramy”, [Tu długa cisza, jak się przyglądamy grom na półkach], “To co – Race?”

Czytaj więcej

1944: Wyścig do Renu – pomiędzy euro a grą wojenną

Dzisiaj na stół recenzencki wylądowała gra, która szybko znika z półek sklepowych – 1944: Wyścig do Renu. Jeżeli się jeszcze wahacie, mam nadzieję, że moje wideo odpowie na najważniejsze pytanie o grze – czy kupić ten tytuł (co niestety nastąpi pewnie dopiero przy dodruku)? Zapraszam wszystkich: eurograczy, graczy wojennych, graczy tematycznych – myślę że każdy znajdzie coś dla siebie. Tylko wielbicieli rozgrywek solo muszę zasmucić – zagrałem raz w “Wyścig” samotnie, ale nie podejmę się ocenienia tej gry z punktu widzenia gracza solo. Nie lubię grać solo (jedyne dwa wyjątki do tej pory to Mage Knight i Race for the Galaxy) i Wyścig do Renu nie jest tutaj wyjątkiem. Ale tak czy inaczej zapraszam do obejrzenia mojej najnowszej recenzji.

Czytaj więcej

Superbohaterzy by walczyć z Przedwiecznymi, przekraczają Ren i wywołują Światowy Konflikt (Ekspres)

Jedną z moich ulubionych czynności związanych z forum i planszówkami jest od zawsze czytanie mini relacji / recenzji ze spotkań. Pamiętam, że na początku potrafiłem napisać wrażenia z poznanych nowych gier o północy po powrocie ze spotkania. Teraz na spotkania chodzę rzadziej, o północy powinienem już spać, bo dzieci bezlitośnie mnie obudzą najpóźniej o 6 rano. Ale tęsknię za takimi krótkimi relacjami. Dlatego teraz spróbuję je wskrzesić.

Czytaj więcej

Metropolia – ruletkowi osadnicy

Niektóre gry wyglądają tak dobrze, że po prostu muszę je mieć. Nie za wiele wiedziałem o Machi Koro / Metropolii, oprócz tego, że w czasie gry dużo rzuca się kośćmi, a posiadane przez nas budynki niczym w Osadnikach z Catanu, generują nam nowe finanse / surowce. Wiedziałem natomiast, że gra wygląda niesamowicie i w zasadzie tylko na tej podstawie chciałem Metropolię mieć. Ryzykowne – przyznaję. Gra może wyglądać bardzo dobrze, ale mogła być piekielnie losowa i niegrywalna. Całe szczęście okazało się inaczej.

Czytaj więcej

Russian Railroads – budujemy kolej transsyberyjską

Ostatnimi czasy rzadko mam okazję poznawać nowe (czy nawet stare-nowe) tytuły. Co piątek pada pytanie: “w co gramy?” i prawie zawsze słyszę odpowiedź “Race” (raduje się moje serce). Tym razem było inaczej. Odwiedzili nas Kasia z Ukochanym i nie mniej kochanym czworonogiem. Do torby zapakowali Russian Railroads, sugerując się litanią tytułów, w które bym chciał zagrać. Wśród wymienionych przeze mnie gier były jeszcze m.in. Posiadłość (BUAHAHAHAHA) Szaleństwa, Tichu i Bierki – jednym słowem mogłem grać we wszystko w miłym towarzystwie. Padło na rosyjskie koleje. Czytaj więcej