Agricola – Chłopi i ich zwierzyniec – uproszczenia są dobre

Jak pisałem wcześniej Uwe Rosenberg wielkim autorem jest, ale na mapę rozpoznawalnych autorów trafił dopiero za sprawą Agricoli. Kto by pomyślał, że gra o uprawianiu roli może odcisnąć takie piętno na współczesnych planszówkach? Mnóstwo elementów i mechanik: hodowanie zwierząt, uprawianie roli, rozbudowa farmy, powiększanie rodziny i śniąca się po nocach konieczność jej wykarmienia (coś co stało się znakiem rozpoznawczym Rosenberga). A co by się stało gdyby usunąć to żywienie? I rośliny, i oranie pola, i pieczenie chleba? I przede wszystkim te całe mnóstwo kart pomocników? Wtedy dostaniemy Agricola: Chłopi i ich zwierzyniec – kolejną dwuosobową grę Uwe.

Jak sam tytuł mówi, główną osią gry jest hodowla zwierząt: owiec, dzików, krów i koni. W odróżnieniu od opisywanego przeze mnie w poprzednim wpisie Le Havre: The Inland Port, jeżeli znacie Dużą Agricolę, większość zasad będzie dla Was znajoma. W pudełku mamy sporo elementów: znaczniki zwierząt, surowce, plansze i żetony budynków – w zasadzie jest to bardzo duża planszówka, zapakowana do małego pudełka. Każdy z graczy posiada własne pole, które w czasie gry będzie zapełniać ogrodzeniami i żłobami, czy różnymi zabudowaniami, a wszystko po to by hodować jak najwięcej zwierząt. Na każdym pastwisku może paść się tylko jeden rodzaj zwierząt, a poszczególne pola mają ograniczoną pojemność, którą możemy zwiększać m.in. właśnie dzięki budowaniu złobów. Żeby to wszystko zbudować będziemy potrzebować surowców jak drewno czy kamień, które zdobędziemy wysyłając członków naszej rodziny (najważniejsze, że nie musimy ich karmić – JUPI!!) na planszę główną. Ci co znają pierwowzór już pewnie widzą, że mechanicznie Chłopi i ich zwierzyniec są podobni do Agricoli. Wyrzucenie tych wszystkich dodatkowych mechanik i elementów z gry i skupienie się tylko na hodowli, uprościło oczywiście rozgrywkę, ale dalej czuć klimat dużej Agricoli. W dalszym ciągu trzeba zastanawiać się co zrobi nasz przeciwnik (w tej grze niestety tylko jeden) i planować nasze ruchy na przyszłość. Czy zostawić ten ładny stosik drewna w nadziei, że mój rywal go nie weźmie i ja go przechwycę na początku następnej rundy jak będzie trochę większy? (surowce w wielu miejscach na planszy głównej, gromadzą się z rundy na rundę). Czy może powinienem wziąć gromadkę owieczek pomimo tego, że na koniec rundy jak urodzi mi się nowa (jeżeli mamy przynajmniej dwa zwierzęta tego samego rodzaju, na koniec rundy urodzi nam się młode), nie będę miał dla niej miejsca i… ucieknie (ponieważ nie trzeba żywić rodziny, nie można też zamieniać zwierząt na jedzenie). Te wszystkie dylematy i decyzje będą Wam towarzyszyć przez całą rozgrywkę.

Wielki powrót ujemnych punktów

Po rozegraniu 8 rund nastąpi podliczanie punktów. Każde zwierzę to dla gracza jeden punkt. Jeżeli będziemy mieli wystarczająco dużo zwierząt danego rodzaju będziemy dostawać dodatkowe punkty. Niestety Uwe postanowił zachować mechanizm z Agricoli, który obok konieczności żywienia lubię najmniej – jeżeli nie będę miał więcej niż 3 sztuk każdego ze zwierząt, dostanę punkty ujemne. Nie lubię tego mechanizmu. Nie pozwala graczowi się wyspecjalizować w jednym albo dwóch aspektach gry i karze go za niewykonanie pewnych rzeczy w trakcie rozgrywki. Całe szczęście te ujemne punkty nie bolą aż tak bardzo i jestem nawet w stanie przyznać, że w przypadku „Chłopów…”, są one koniecznością. Inaczej byłoby za łatwo (i za nudno) skupić się tylko na niektórych akcjach na planszy głównej i całą interakcje szlag by trafił. Niestety Agricola: Chłopi i ich zwierzyniec cierpi też na podobny problem co Le Havre: The Inland Port – w środku pudełka, pomimo wielu elementów, jest niewielka regrywalność. Gdybyśmy chcieli często siadać do tego tytułu z tą samą osobą, bardzo prawdopodobne jest to, że szybko dojdziemy do utartych schematów. Całe szczęście, tym razem gracze otrzymali możliwość rozszerzenia gry. W dodatku nie o jeden, a o dwa dodatki.

Dwa w jednym

I w tym miejscu należą się ogromne brawa dla wydawnictwa Lacerta, bo udało im się oba dodatki (More Buildings Big and Small i Even more Buildings Big and Small) zapakować do jednego pudła i sprzedawać w atrakcyjnej cenie. Zatem do dyspozycji dostajemy 54 nowe zabudowania! Jeżeli dodam do tego, że do gry dokładamy tylko 4 albo 8 nowych budynków, bardzo szybko widać, że problem regrywalności mamy z głowy. Budynki są bardzo różne i czasem na pewno będzie się zdarzać, że wyciągniemy mniej lub bardziej ciekawe kombinacje. Ale to właśnie dzięki temu zabiegowi, siadając do kolejnej partii nie wiem do końca jak będzie wyglądać. Po kilku partiach ciągle z miłą chęcią wyciągam Chłopów i ich zwierzyniec na stół, i nie wyobrażam sobie, żeby tak to wyglądało bez tego dodatku.

Jest tylko jeden malutki problem, który niektórych może odstraszyć – gra razem z dodatkiem kosztuje praktycznie tyle co jej „starszy” brat. Jeżeli szukacie czegoś tylko na dwie osoby, to kupujcie, ale od razu z rozszerzeniem. Jeżeli „Chłopi i ich Zwierzyniec” ma być tylko dodatkiem do Waszej kolekcji, to spodziewam się, że będzie Was raczej kusić, żeby za te pieniądze kupić coś „większego” na więcej osób. Tak czy inaczej każdy fan hodowli i uprawy (albo po prostu dobrych gier) powinien się zapoznać z tą doskonałą, dwuosobową grą.

Podziękowania

Dziękuję wydawnictwu Lacerta za udostępnienie egzemplarza dodatku do recenzji.

Podziękowania

Dziękuję Adamowi Badurze za zorganizowanie 20 MatHandlu – otrzymałem na nim podstawkę.

  • Kupić bez dodatku

    Raczej nie polecam – patrzcie niżej

  • Kupić z dodatkiem

    Szukacie świetnej gry dwuosobowej z myślą o dużej regrywalności i niebanalnej mechanice, porównywalnej z „dużymi” grami.

  • Zagrać u kolegi

    Lubicie Agricolę, to spróbujcie Chłopów i ich zwierzyńca (z dodatkiem lub bez) bo jest niesamowite jak po usunięciu tylu elementów, gra jest wciąż interesująca i niewiele odbiega od pierwowzoru

    Agricola denerwowała Was pewnymi aspektami jak żywienie, czy karty pomocników – tutaj tego nie ma i gra może Wam przypaść do gustu bardziej niż oryginał.

  • Unikać

    Jak nie lubiliście Agricoli i nic Was do niej nie ciągnęło – tutaj będzie raczej podobnie – nieważne, czy z dodatkiem czy nie.

  • Z dodatkiem/dodatkami, to jest to prawie gra do grania w nieskończoność, bo małe jest prawdopodobieństwo, że budynki się powtórzą. I faktycznie brawo dla Lacerty, za wydanie dwóch dodatków w jednym pudełku.

  • Adam Badura

    Ha! Dopiero dziś przeczytałem ten tekst (na fali zastanawiania się nad jakimś tytułem do podniesienia poprzeczki mojemu 6-latkowi). Dziękuję za podziękowania! 🙂

    No i już prawie byłem zdecydowany na Farmerama, a teraz znów się zastanawiam… 🙂