Wesoła Farma – Agricola dla najmłodszych

W życiu każdego gracza-zapaleńca przychodzi taki dzień, że przestaje chodzić na spotkania planszówkowe z taką częstotliwością jak wcześniej. Musi ograniczyć zakup nowych planszówek, a czasem nawet sprzedać jakieś już posiadane. Ten dzień to narodziny pierwszego dziecka (*). Ale w tym samym czasie w głowie planszomaniaka-rodzica, zaczynają kiełkować Plany (takie przez duże P) o tym jak pokierować losem tego małego człowieczka, tak aby za kilkanaście lat, siadało z nami do stołu i grało jak równy z równym w Age of Steam, Brassa, Zimną Wojnę i Agricolę. Droga to długa i żmudna, bo wypełniona grami typu memory, różnymi odmianami grzybobrania (które będzie kupować nam niezorientowana w temacie rodzina) i wieloma innymi utworami (**), które nie będą wielkimi wyzwaniami strategicznymi dla zaprawionego w bojach gracza. Lecz w pewnym momencie na stole (lub podłodze) do grania z dzieckiem, zaczną pojawiać się tytuły które przykują również uwagę rodzica i ukażą światło w tunelu. U mnie pierwszym takim tytułem okazały się Magia i Myszy, a kolejnym właśnie wydana po polsku Wesoła Farma.

Po otwarciu niewielkiego (jak na „dorosłe” standardy) pudełka, nic nie zapowiada, że w nasze ręce wpadła właśnie Agricola Junior. Temat wprawdzie ten sam, ale samych komponentów jest niewiele: karty roślin, karty zwierząt, plansze przedstawiające obory graczy i trochę tekturowych monet. Każdy z graczy dostaje cztery wygłodniałe zwierzęta do wykarmienia. Na początku są krótkie i smutne… i warte są -3 punkty na koniec. W trakcie gry naszym celem jest nakarmienie i wydłużenie naszych zwierząt o kolejne karty, w takim sposób, że na koniec gry będą wyglądać jak hybrydy jamników z wiejskimi zwierzętami. Każda taka karta da nam kilka punktów, nakarmione zwierzę przestanie byś nieszczęśliwe i nie zabierze nam punktów, a właściciel najlepiej wykarmionego (najdłuższego) zwierzęcia danego rodzaju otrzyma dodatkowe 3 punkty.

Nasz królik, owca, świnia i krowa jedzą marchewki, zboże, koniczynę i/lub buraki, w różnych ilościach i mieszankach.  Zaczyna się grę z dwoma losowymi kartami roślin, a w swojej rundzie można nabyć kolejne z rynku, czyli wystawionych 6 kart na środku stołu. Ale nie jest tak prosto, że takie karty zagramy jako rośliny do zjedzenia – to są sadzonki, które trzeb zasadzić, a następnie odczekać turę lub dwie, zanim będzie można je ściąć i dać naszym zwierzętom. Zaczyna się już trochę bardziej „gejmersko”, prawda? W swojej turze, gracz może wykonać dwie rzeczy z poniższej listy:

  • Kupić rośliny na targu – każda kosztuje nas jedną monetę,
  • Zasadzić rośliny – do trzech takich samych rodzajów, albo dwie różne,
  • Ściąć rośliny – rosną one automatycznie na początku naszej tury i przesuwają się obok planszy z wiosny na lato, a z lata na jesień. Latem można ściąć tylko koniczyny i marchewki, a jesienią jeszcze dodatkowo zboże i buraki. Trzeba też uważać, bo w naszej oborze możemy pomieścić tylko 6 kart roślin,
  • Sprzedać dojrzałe rośliny za liczbę monet narysowanych na karcie,
  • Pobrać jedną monetę z banku,
  • I oczywiście nakarmić zwierzęta – na środku stołu obok „rynku” wyłożonych jest 5 losowych kart karmienia, które pokazują jakiego zwierzęta dotyczą i jakiś roślin potrzebujemy żeby nakarmić to zwierzę.

W tej chwili możecie w zasadzie siadać do gry, bo poznaliście większość zasad. Mimo że jest ich niewiel wymagają one planowania, co i kiedy zasadzić, co kupić, które zwierzę karmić itp. Oczywiście nie są to decyzje trudne do podjęcia dla takich wyjadaczy jak zaprawieni w Agricoli rodzice, ale dziecko będzie potrzebowało chwili (a czasem nawet kilku partii), żeby uzmysłowić sobie jakie są skutki jego wyborów.

Wesoła Farma urzekła mnie od pierwszej partii. Za zasłoną cudnych grafik i lekko-cukierkowej otoczki, dostajemy prostą, ale niepozbawioną decyzji EuroGrę. Nie posunąłbym się jednak tak daleko, żeby powiedzieć że jest to tytuł w którym można grać z niedzielnymi znajomymi czy rodziną – to jest gra dla dzieci i jako taka jest tytułem doskonałym. W dorosłym gronie Wesoła Farma ma według mnie, pewne „problemy” mechaniczne, które jednocześnie powodują, że jest to gra idealnie skrojona na potrzeby dzieci, które za parę lat będą chciały zagrać z rodzicami w coś „dorosłego”. Jakie są to problemy? Gra kończy się, gdy ktoś nakarmi zwierzę i nie ma już kart, które moglibyśmy dołożyć na środek – wówczas każdy z graczy ma jeszcze jedną turę do wykonania, łącznie z graczem który wywołał koniec gry. Takie rozwiązanie wydaje mi się, faworyzuje takiego gracza. Rozumiem, że ta zasada powstała po to, żeby pod koniec gry wszyscy przy stole, nie czaili się i nie trzymali w oborze roślin, czekając na idealny moment. Również gracz startowy ma na początku sporą przewagę, bo to on ma komplet informacji – jakie rośliny może kupić, jakie karty kamienia są dostępne i to on będzie pewnie pierwszy w stanie ściąć rośliny i nakarmić zwierzęta. Każdy kolejny gracz musiałby brać to pod uwagę i czekać, która karta zniknie ze stołu i dostosować się do zaistniałej sytuacji. Ale że karmienie nastąpi za turę albo dwie, możliwe że nie będzie w stanie zasadzić odpowiednich roślin. Jednak wszystko to co tutaj opisuję, jest rozważaniem gracza z kilkuletnim doświadczeniem. Najważniejsze, że moja 6 letnia córka była w stanie rywalizować ze mną na równych warunkach (***) i parę razy mnie niemiłosiernie ograć (losowość kart tutaj oczywiście też gra rolę – to jest wersja oficjalna i tego będę się trzymał, a nie że mnie ograła bo była lepsza!), a ja miałem wrażenie, że gram z nią w dziecięcą wersję Agricoli. Jestem przekonany, że gdy za kilka lat, jeżeli będzie chciała, zagramy w ten hicior Uwe Rosenberga, w kilku miejscach powie – „O rany – prawie tak jak było w Wesołej Farmie”.

  • Kupić

    Szukacie pierwszej Eurogry dla swojego dziecka, aby już teraz „trenować” ją w karmieniu i zbieraniu zasobów

    Szukacie niebanalnej gry, przy której nie uśniecie z nudów

  • Zagrać u kolegi

    Nie jesteście pewni czy Wasze dziecko udźwignie wszystkie reguły. Jest tutaj trochę rzeczy do spamiętania więc jeżeli macie wątpliwości to zagrajcie u „kolegi” albo jakimś konwencie.

  • Unikać

    Szukacie EuroGry, z którą będziecie grać z nieplanszówkowymi znajomymi, albo z rodziną – to jest gra dla dzieci i z takimi sprawdza się najlepiej.

    Zamiast sadzić rośliny i karmić zwierzęta, chcecie nauczyć dziecko jak przesuwać figurki po planszy, jak planować ataki i rzucać czary – wtedy lepsze będą Magia i Myszy czy gra w stylu Super Dungeon Explore!

(*) Hiperbolizuję oczywiście… ale tylko trochę 😉

(**) Pozdrowienia dla Kamila, który pokazał, że gry można nazywać utworami

(***) Moja córka ma już spore doświadczenie w planszówkach dlatego dała sobie radę. Moja 7 letnia chrześnica, nie radziła już sobie z zasadami tak dobrze. Minimalny wiek podany na pudełku, tj. 8 lat wydaje się być bardzo dobrze dobrany.