Nadziani Gangsterzy, Suche bóstwa, Mózgożerne przygody (Ekspres)

Tutaj powinien być jakiś błyskotliwy wstęp, ale prawda jest taka że moja kreatywność została wyczerpana na tytule tego wpisu. Dlatego nie będę Was męczył i ekspresem opowiem Wam o trzech nowych grach, które ostatnio gościły na moim stole.

Zacznę od utytułowanego Donalda X. Vaccarino i jego Szmalu (tutaj trochę naginam fakty, bo w Szmal miałem okazję zagrać wcześniej ale zaliczam, jako że były to pierwsze partie w polską wersję). O ile nie jestem jakimś wielkim fanem deckbuildingu (budowanie tali w czasie gry) i Dominiona z którego jest znany Pan Donald X., to już draft (czyli wymienianie się kartami w czasie gry i wybieranie które z nich zagramy) bardzo mi pasuje. Szmal opiera się właśnie na tej mechanice, a w połączeniu z ciekawą oprawą graficzną i tematem (jesteśmy gangsterami którzy rozbudowują swoje imperium) dostajemy naprawdę ciekawą pozycję. Gra się bardzo szybko i dostajemy tutaj znak rozpoznawczy autora: niesamowitą regrywalność. W grze pojawia się tylko część kart z talii, a mimo to mamy różne kombinacje, zazębiające się mechanizmy i przyjemne kombinowanie, a to wszystko w bardzo krótkim czasie. Na pewno warto się przyjrzeć.

Jakiś czas po Szmalu sięgnąłem po inną propozycję od Rebela – Elizjum. Powiem szczerze, że omijałem ją wcześniej szerokim łukiem, głównie dlatego, że spodziewałem się suchej eurogry, o bóstwach. Wiecie co się okazało jak zagrałem? Że to sucha gra o bóstwach – ale jaka wspaniała. Elizjum wpisało się idealnie w mój gust. Uwielbiam gry, gdzie z różnych kombinacji kart próbuję zbudować sobie silniczek do nabijania punktów. Główne skrzypce w tym tytule gra, bardzo prosta ale jakże genialna mechanika zarządzania kolorowymi kolumnami. Każda karta ma pokazane, jakie kolory kolumn musimy posiadać w swoich zasobach (a są ich cztery) aby mieć możliwość zakupu danej karty np. czerwoną i zieloną. Po wybraniu karty, jedną z naszych kolumn musimy odstawić na bok, ale nie musi ona być tego koloru, co oznaczenia na właśnie pobranej karcie. To takie proste, a nakręca rozgrywkę. Trzeba uważnie patrzeć co robią przeciwnicy, przewidywać i wyliczać. Jak dodać do tego dużą regrywalność (w pudełku dostajemy kilka talii bóstw, z czego tylko jedna wchodzi do gry i nadaje zupełnie inny wymiar rozgrywce), to jest to tytuł który muszę mieć w swojej kolekcji. Już wiem, że po Splendor i Black Fleet, to kolejny tytuł od wydawnictwa Space Cowboys, któremu warto się przyjrzeć. A ich kolejna gra, która zadebiutuje w Essen: Time Stories, wygląda równie smakowicie (może w końcu doczekam się na świetną grę o podróżach w czasie).

W ostatnim swoim Ekspresie wspominałem o Mage Knight. Tym razem w moje ręcej wpadł tytuł polskiego autora: Błażeja Kubackiego – Mistfall. Po tym tytule spodziewałem się, że zastąpi mi właśnie Mage Knight, do którego ciężko mi wracać po paru tygodniach czy miesiącach niegrania – bo muszę wtedy przypominać sobie większość reguł. Czy Mistfall zasątpi mi Mage Knight? Nie do końca. Na pewno gra jeżeli chodzi o mechanikę jest prostsza niż gra Vlaady Chvatila, łatwiej ją rozłożyć i zacząć grać. Niestety mam wrażenie że instrukcja próbuje nas przekonać, że jest zupełnie na odwrót – możliwe że to po prostu mój mózg słabo przyswajał opis rozgrywki z instrukcji. Całe szczęście tutorial w internecie mi pomógł i mogłem zasiąść do gry (część 1 | część 2 i niedługo powinny pojawić się kolejne, ale te dwie części na początek wystarczą). Sama gra przypomina mi właśnie Mage Knight, że jest swego rodzaju zagadką – jak wybrnąć z sytuacji mając tylko pewne karty na ręce i dodatkowe zasoby do dyspozycji. Przygotujcie się na nie lada móżdżenie i kombinowanie, bo każda karta zazwyczaj może zostać wykorzystana na kilka sposobów. Sam system jest rozbudowany i ciekawy, ale mój ostateczny osąd zostawiam sobie na później – kiedy uda mi się zagrać w kolejny scenariusz. Na razie nawet podstawowy mi mocno dał łupnia – trzeba znać karty swojej postaci i przede wszystkim znaleźć postać, której styl grania (czyli karty) nam najbardziej odpowiadają, a że mamy w pudełku ich kilka, to jest co robić. Na razie grałem tylko solo i na długie wieczory mogę polecić sprawdzenie Mistfall.

Do następnego Eskpresu, gdzie prawie na pewno napiszę o Impulse, w który w końcu udało mi się zagrać. A że zbliża mi się też urlop, to mam nadzieję poznać nowe, ciekawe tytuły, o których będę mógł Wam coś napisać (może w końcu uda mi się zagrać w Imperial Assault i Martwą Zimę!).