Domek – takie remonty to ja lubię

Podobno remont domu lub mieszkania to jedno z najbardziej stresujących wydarzeń, które może nas spotkać. Ciągła walka z wykonawcami, próba zmieszczenia się w budżecie, życie na kartonach i w ciągłym kurzu. Ale od czego mamy gry planszowe, żeby takie straszne tematy przedstawić w pięknej oprawie, która powali nas z nóg i zapragniemy robić remonty jeden po drugim? Oczywiście mówię o Domku od Rebela, który już jutro będzie miał swoją premierę!

Nie będę Was zwodził, brał na przeczekanie aż doczytacie do końca tego tekstu aby poznać moją opinię na temat gry. Pierwsze wrażenia opisałem już jakiś czas temu, a kolejne gry tylko pogłębiły mój zachwyt nad tą grą. Domek mnie całkowicie oczarował. Gra, w którą można pograć ze swoimi dziećmi i rodziną, temat który każdy zrozumie i potrafi się w niego wczuć i przepiękne grafiki.. ach te grafiki! Oczywiście gdyby nie dobry pomysł na rozgrywkę i mechanika, wszystko to nie miałoby znaczenia. Dlatego oddajmy cezarowi to co należy do cezara i zobaczmy jak się wykańcza Domek.

Przede wszystkim zaczynamy od pustego domu do urządzenia, czyli planszy na której będziemy układać karty kolejnych pomieszczeń. Na naszej planszy mamy więc dwa piętra, które pomieszczą 5 kart oraz podwójny garaż. Pomieszczenia będziemy brać z centralnej planszy, która podzielona jest na dwa rzędy. Na dolny wykładamy pomieszczenia, a na górny karty dodatków, którymi mogą być narzędzia, pomocne nam osoby, elementy wyposażenia domu, a także niezbędny do życia dach (bo trzeba przecież mieć dach nad głową!). Szkopuł w tym że te dwa rodzaje kart są nierozerwalne – chcemy coś konkretnego z górnego rzędu? Musimy wziąć kartę, która leży dokładnie pod nią … i vice versa. Tak proste rozwiązanie, podane jeszcze w dodatku w przejrzysty sposób na głównej planszy, powoduje że w każdej turze musimy podejmować mikrodecyzje – co wziąć, co nam będzie potrzebne i przede wszystkim czy będziemy mieli miejsce na to żeby daną kartę wykorzystać.

Bo wykończenie Domku to nie jest taka prosta sprawa. Przede wszystkim musimy zacząć od parteru, a tam mamy tylko trzy wolne miejsca na pomieszczenia. Możemy więc zacząć budować tam pokoje np sypialnię, kuchnię czy salon. Ale mały salon na nikim nie zrobi wrażenia i nie wzbudzi w naszych sąsiadach ani krztyny zazdrości, przez co za jednokarciany salon dostaniemy tylko jeden punkt. Jeżeli w przyszłej rundzie dostawimy obok kolejną kartę, dostaniemy tych punktów już 4, a za salon na pół piętra składający się z trzech kart – aż 9. Szkopuł w tym, że w kolejnej rundzie może nie być dostępnych pasujących nam kart, albo niedobrzy i zazdrośni sąsiedzi-gracze podbiorą nam je z toru, a co rundę coś dostawić musimy. Oczywiście raz położona karta nie może być przesunięta, chyba że w czasie gry zatrudnimy (weźmiemy z toru) pana Majstra, który pozwoli zamienić dwa pomieszczenia miejscami w już ukończonym domu. Całe szczęście jak tylko zbudujemy pierwsze pomieszczenie na parterze, możemy zbudować nad nim kolejne, a po zbudowaniu garażu będziemy mieli dostęp do całego parteru. W czasie gry może się jednak okazać, że nie zdążymy zbudować garażu, a będziemy mieli już zajęte wszystkie inne dostępne miejsca, wówczas dowolną kartę pomieszczenia z toru będziemy musieli zbudować jako pusty pokój (położony rewersem do góry) za który oczywiście nie zdobędziemy żadnych punktów.

W ten sposób mijają kolejne rundy. Gracze przy stole na zmianę wybierają swoje karty, podbierają sobie znacznik pierwszego gracza (powiązany z jedną z kart na torze), zatrudniają pomocników i zbierają dachy. Każdy próbuje zbudować największe pomieszczenia, ale jednocześnie chce żeby ich dom miał „ręce” i „nogi” tj. posiadał kuchnię, sypialnię, salon i najlepiej łazienkę na każdym piętrze. Za spełnienie tych wymagań dostaniemy dodatkowe punkty. Chcemy też mieć przynajmniej 4 karty dachu żeby nie kapało nam na głowę, a żeby zazdrość sąsiadów nie miała końca, dachówki powinny być w tym samym kolorze. Tylko jakimś dziwnym zrządzeniem losu dachy odkładamy tak, że nie widać co wzięliśmy i trzeba to samemu pamiętać. Może dlatego że ciągle siedzimy w środku urządzając mieszkanie i nie mamy czasu popatrzeć jakiego koloru jest nasz dach? W czasie gry możemy też zdobyć dodatkowe wyposażenie domu jak np. maszynę do lodów do kuchni czy jacuzzi do łazienki. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie kupował takich rzeczy jeżeli pomieszczenie nie jest skończone więc moment położenia żetonu wyposażenia w odpowiednim pokoju, jednocześnie kończy jego budowę i nawet gdybyśmy chcieli, takiego miejsca w naszym Domku nie będziemy mogli rozbudować.

To w zasadzie wszystkie zasady i jak widzicie Domek jest grą bardzo prostą. Ale ta prostota jest tutaj ogromną zaletą. To kwintesencja gry rodzinnej, gry przeznaczonej dla osób w przeróżnym wieku. Może po prostu mam w tym momencie słabość do gier, w które mogę zagrać z moją siedmioletnią córką i grać jak równy z równą, ale jak już wcześniej wspomniałem Domek mnie oczarował. To zasługa mechaniki, tematu w który łatwo się wczuć, boskich grafik, tak szczegółowych i wypełnionych niespodziankami (poszukajcie różnych elementów z gier na grafikach salonów i spróbujcie zgadnąć z jakich gier pochodzą), płynności rozgrywki. Wszystko to składa się na grę, którą z czystym sumieniem mogę polecić każdemu szukającemu tytułu do grania z rodziną, dziećmi, znajomymi albo jako przerywnik dla graczy. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie tryb dwuosobowy, który przetestowałem z osobą która również niejedną grę rozłożyła na swoim stole. W dwie osoby gracz, który jest pierwszy w danej turze, oprócz wzięcia zestawu kart dla siebie usuwa jeszcze jeden zestaw z toru, ograniczając wybór kolejnemu graczowi. Nie muszę chyba mówić jak szybko przerodziło się to w złośliwe (i jedynie słuszne) usuwanie pomieszczeń i dodatków, które najlepiej pasują przeciwnikowi? Prześwietna gra!

Ukończony Domek

Ukończony Domek

Może nadejdzie taki moment kiedy znając wszystkie graficzne smaczki, pomieszczenia i dodatki na pamięć, stwierdzę, że mam już dość remontowania Domku, ale na pewno nie będzie to w najbliższej przyszłości. I ten moment kiedy przy stole wszyscy łącznie z Klarą patrzymy na pomieszczenie które właśnie wyszło – „Pokój gier” i wszyscy chcemy go wziąć chociaż nikomu nie pasuje bo przecież każdy chce mieć pokój gier w swoim Domku. Wtedy wiem dlaczego tak bardzo lubię gry planszowe!