Waleczne Piksele – ogromne możliwości w małym pudełku

Nigdy nie miałem Commodore, Atari czy Amigi. Miałem za to Nintendo Entertainment System. Grałem w Mario i Duck Hunt, Zeldę i trochę gniotów o których nie warto tu wspominać. Ale pokochałem ten 8 bitowy system. Mój pierwszy komputer dostałem dopiero jak miałem kilkanaście lat, ale udało mi się namówić rodziców na jedną grę – padło na Final Fantasy VII (zostałem namówiony przez Piotra Rubika, który wówczas prowadził Magazyn Multimedialny Odlot). Gra pochłonęła mnie na długie godziny, a potem przyszedł czas na emulatory. Zacząłem nadrabiać różne tytuły z Super Nintendo, skupiając się głównie na innych częściach Final Fantasy. Jedną z moich ulubionych było Final Fantasy Tactics – turowa strategia, gdzie kierując swoją drużyną złożoną z wielu różnych postaci, toczyło się serie taktycznych pojedynków. Ten przydługi wstęp przed recenzją jest po to, żebyście wiedzieli jak dużo sentymentu mam do starych gier, a w szczególności właśnie do turowych strategii i gier jrgp. Wiedziałem, że ten sentyment z jednej strony pozwoli mi się bardzo mocno zanurzyć w tematyce Walecznych Pikseli, grze która próbuje odtworzyć retro gry na planszy. Jednocześnie jeżeli gra zawiodłaby mnie mechanicznie, rozszarpałbym ją na strzępy za niespełnione obietnice. Bez owijania w bawełnę – gra spełniła wszystkie pokładane w niej nadzieje. I to z nawiązką.

O samej mechanice zdążyliśmy już trochę napisać, a o samej grze i świecie w którym się dzieje możecie poczytać trochę w moim wywiadzie z autorem Walecznych Pikseli. Jeżeli miałbym opisać grę jednym słowem to byłoby to Wybory. Używanie tej samej karty w różnym celu? Było! W Race for the Galaxy karta może być zasobem, walutą, albo światem/technologią. W 51 Stanie mamy trzy sposoby na użycie tej samej karty. Pfff. W Walecznych Pikselach tę samą kartę można użyć na 5 różnych sposobów! W zależności czy będzie bohaterem, zagraną akcją, czy wyłożoną jednostką – będzie działać trochę inaczej. Jednostka w zależności gdzie znajdzie się w naszym oddziale będzie miała trochę inne właściwości. Piszę trochę, bo różne zdolności na tej samej karcie są powiązane tematycznie np.; karta wampira będzie skupiała się na wysycaniu siły życiowej z przeciwnika i jednoczesnym uzdrawianiu siebie samego.

Taka ilość wyborów może łatwo prowadzić do totalnego paraliżu decyzyjnego, ale autor gry postarał się temu zaradzić. Po pierwsze na ręku mamy tylko 5 kart, co już na początek ogranicza nam pole manewru. Dodatkowo w danym momencie tylko jedna ze zdolności jednostki będzie nas interesować. W zależności która fala jest aktualnie rozgrywana (czyli który rząd naszego oddziału jest aktywny), kartę możemy położyć tylko w konkretnych miejscach, co jednocześnie dyktuje która „umiejka” będzie działać. Oczywiście trzeba mniej więcej się orientować, co dana jednostka może zrobić – możemy w końcu ją chcieć zatrzymać na ręce na później. Całe szczęście, wystarczy raz przeczytać zdolności na kartach, a dzięki ikonografii na kartach, w miarę szybko można zorientować się, co która jednostka robi. Ikony nie są może tak genialne jak we wspomnianym już Race for the Galaxy, ale spełniają swoją rolę i przypominają co dana karta robi. Miałem możliwość zagrania wersją bez ikon, ale było to ciężkie przeżycie, którego nie mogę polecić. Bez tego ciężko zorientować się co się dzieje nie tylko u przeciwnika w oddziale, ale też u nas samych. Każda karta potrafi robić naprawdę dużo – nie tylko wskazuje czy atakuje wręcz, na odległość czy blokuje, ale praktycznie każda jednostka ma zupełnie inne specjalne zdolności.

Tak to wygląda w czasie gry

Powoduje to niestety, że tej gry nie mogę polecić każdemu. Po pierwsze jest to na pewno gra skierowana do bardziej doświadczonego grona. Pomimo prostoty reguł, wiele osób może mieć problemy z ogarnięciem tylu możliwości jednocześnie. Po drugie – gra rozwija swoje skrzydła po jej lepszym poznaniu. Może nie jakimś bardzo dogłębnym, ale najlepiej zagrać kilka partii, aby poznać karty, możliwości taktyczne i po prostu zobaczyć jak trzeba grać. Gra sprawdzi się najlepiej dla osób, które mają stałego przeciwnika i będą w stanie poświęcić grze trochę więcej czasu niż jedna czy dwie partie na miesiąc. Całe szczęście pojedynczy pojedynek trwa krótko bo jakieś kilkanaście minut i po godzinie czy dwóch  spędzonych przy tej grze, powinniście poczuć się jak ryba piksel w wodzie. Osoby lubiące takie tytuły jak Neuroshima HEX, Tezeusz czy Summoner Wars (nie bez kozery dwa z tych tytułów są wydane przez Portal Games – Waleczne Piksele doskonale wpisują się w dotychczasowe portofolio wydawnictwa), mogą śmiało kupować grę. Pozostałym zaciekawionym polecam – „Zagrajcie u kolegi” i sprawdźcie czy to tytuł dla Was.

Nawet wypraska przypomina nam o retro grach

Jedyne o czym tutaj nie napisałem to jakość wydania. Stoi na najwyższym poziomie – karty, żetony, pudełko, a nawet wypraska są dopieszczone do ostatniego….hmmm… piksela.

  • Kupić

    Jeżeli lubisz taktyczne dwuosobowe gry i masz stałego partnera do gry.

    Lubisz dużo możliwości w małym pudełku które możesz zabrać praktycznie wszędzie.

    Klimaty starszych 16 bitowych gier nie są Ci obce.

  • Zagrać u kolegi

    Nie wiesz czy gra będzie wystarczająco często lądować na stole.

    Temat i opis brzmi interesująco, ale niekoniecznie odnajdujesz się w taktycznych grach dwuosobowych.

  • Unikać

    Nie lubisz mnóstwa możliwości w każdej turze i często zmieniającej się sytuacji na stole.

    Dużo tekstu na kartach Cię przeraża i nie chcesz się uczyć i kojarzyć co oznaczają ikony na kartach.

    Szukasz gry wieloosobowej 😉

  • „Nigdy nie miałem Commodore, Atari czy Amigi.” Nie miałeś dzieciństwa 🙂

  • Paweł Górski

    Bardzo fajny patent z rekomendacjami. Nie czytam ostatnio wielu recenzji na ZP, jeśli to Twój patent Yosz, to gratuluję 🙂

    • Jan Zalewski

      Popieram w 100%. Muszę się z bólem przyznać, że często recenzję scrolluję do końca patrzę na ocenę jak mnie zaciekawi to czytam. Tutaj końcowe świetne podsumowanie, system z planszostacji zawsze mi się podobał.

      • Dzięki. Pomysł na ten system miałem już za czasów GamesFanatic, ale jakoś zostaliśmy przy ocenach liczbowych. Nazewnictwo jest planszostacjowe, ale sam system używany był w podcascie Game On with Cody and John, ale tam się nazywał Buy, Try or Deny. Teraz mi się przypomniał i tez mi się wydaje ze lepiej się sprawdza niż liczbowe oceny, chociaż na pewno są osoby które cyfry :).

  • Sebastian Zarzycki

    W dyskusji odnosnie Trzewika, zdecydowanie przychylam się do zdania Kuby – bardzo rozsądne i przemyślane na każdym poziomie. Kontrargumenty stosowane przez pozostalych były… dziwne i cokolwiek naiwne (argument o polactwie… chryste panie, to już naprawde kończą się argumenty). „Ktoś taki jest” to w ogole nie jest punkt wyjścia do rozmowy. W kontekście produkt vs autor, przypominam, że rzecz taka prosta nie jest, ponieważ za produkt płacimy pieniądze. Dając komuś pieniądze, dajemy mu większe możliwości działania. W pewnych przypadkach, ideologicznie, ma więcej sensu zrezygnować jednak z produktu, niż pomagać komuś w realizacji czegoś, z czym fundamentalnie się nie zgadzamy na płaszczyznie dużo ważniejszej niż dobra lektura, czy godzina zabawy z kartonem. Takie mamy czasy. Tych rzeczy dziś się nie rozłącza.

    Trzewik jest w podobnej pozycji jak Phil Fish, to prawda. Staje się symbolem, a przestaje być człowiekiem. Każdy ma prawo się wkurzyć. Ale obydwaj zrobili dużo, żeby swoją sytuację pogoroszyć. Trzewik – moim zdaniem dużo bardziej, ponieważ bezpośrednio wystosował fatalny post na blogu, którego nie powinien był nigdy napisać. Phil mial o tyle pecha, że jego niefortunne cytaty wyciagniete z kontekstu cytowano potem wszędzie. Swoim obrażeniem się, Phil nic nie zyskał, po prostu odszedł z gier. Cóż, może zyskał trochę spokoju. Trzewik swoim postem cholernie dużo stracił wizerunkowo. Tak się po prostu nie robi. A rozmawiać w internecie trzeba umieć – z umiejętnością dyskutowania nie rodzi się nikt. To nie jest emocjonalny pojedynek na to kto bardziej kogo stroluje, tylko zwykła nauka, zbiór doswiadczen, z którymi można się zapoznać, i potem umiejętnie stosować (polecam chociażby tę popularną książeczkę Krzyśka Gonciarza). To, że osobie publicznej, tego się nauczyć i zastosować nie chciało, świadczy jeszcze o braku PR’owego obycia / doświadczenia. I tyle.

    • siefczyk

      Witam Panowie. Słuchając Was odniosłem niestety wrażenie, że Polacy to strasznie ‚wrażliwi’ ludzie, tak wrażliwi, że aż nie są w stanie wysłuchać jakiejkolwiek uwagi, czy to dotyczącej sprawy dużej czy bardzo malutkiej, uwagi będącej opinią, spostrzeżeniem, odczuciem, komentarzem wskazującym na jakiś minus / ryskę w grze, bo natychmiast jest to traktowane jako ‚hejt’. Te same uwagi / opinie kierowane pod adresem gier zagranicznych autorów są traktowane jako zwykle opinie nikogo nie krzywdzące. Jak siadam do nowej gry, poznaję zasady, kończę pierwszą rozgrywkę dyskutuję o grze, wymieniam się opiniami z resztą towarzystwa i nikogo to nie obraża – traktuję to jak dyskusję nad każdą inną rzeczą. To, że Twórcy są bardzo wrażliwi na temat swoich dzieł to rzecz tak stara jak świat. To czy umieją sobie radzić z opiniami czy nie to inna sprawa, ale niestety nigdzie w żadnym komentarzu nie przeczytałem, że autor gry jest głupi, powinien zmienić branżę itd.tak więc nie rozumiem i nie akceptuję, że tenże twórca traktuje mnie jak debila nie mające prawa do własnego zdania. Jestem za dyskusją, jak nie mam racji przekonaj mnie, gry planszowe to logika, wiec logiczne merytoryczne argumenty mnie przekonają, jeśli ich nie potrafisz przytoczyć to posyp głowę popiołem i napraw co można naprawić (czasem wystarczy słowo przepraszam). Nie znam się na PR, ale wiem, czego oczekuję od producenta jako Klient i czasem wystarczy stanąć po drugiej stronie a rozwiązanie problemu nasuwa się samo. Polemiki to zazwyczaj dobra twórcza rzecz, więc każdorazowo nazywanie tego hejtem to jak odbieranie nam prawa do najbardziej rzeczowej wypowiedzi. Przykro mi się zrobiło, jak poczytałem to co napisał Trzewik o Polakach i uważam, że jeśli w ten sposób odbiera i wrzuca do jednego wora wszystkich fanów planszówek z nad Wisły, to może to być początek końca… Nikt nie lubi zbierać niezasłużone razy, nikt nie ma ochoty być traktowany jak głupek bo nie jest twórcą, szczególnie jeszcze w sytuacji gdy tak naprawdę jest kimś bardzo ważnym, bo ręką która tego twórcę karmi. W emocjach ludzie robią czy mówią różne rzeczy niejednokrotnie głupie i krzywdzące, kwestia tylko, żeby to sobie a/ uświadomić (samemu lub przez osoby trzecie) i b/ powiedzieć to „jedno” słowo – przepraszam, poniosło mnie, wcale tak nie myślę. I na to liczę. A czy się doczekam to już inna sprawa… bo ponownie niestety, ale zgadzam się z Kubą, że trudno zrozumieć sytuację, gdy ktoś uwagi odbiera jako hejt, jednocześnie wygłaszając dość bezpośrednie i niejednokrotnie złośliwe wręcz chamskie uwagi na temat innych. Jeśli się mylę, bo to taka konwencja, poczucie humoru i generalnie jaja, to proszę o sprostowanie a jak najszybciej się z tych słów wycofam i przeproszę. Nie znam osobiście Trzewika, stąd może mój odbiór jego wypowiedzi być chybiony. I sorki za przynudzanie….

  • Marcin Senior Ropka

    Propsy za audycję.
    Świetnie się Was słucha

  • Co to za literówka w Osadnikach? Szukałem w wątku na forum i niczego nie znalazłem. Do tej pory byłem przekonany, że trzewik wyszedł z forum po gorącej dyskusji na temat (bodajże czwartego?) scenariusza w Robinsonie, który można szybko przegrać. Dziwiło mnie tylko to, że poziom napięcia w tamtej dyskusji wcale nie był tak wysoki jak niejeden inny, który trzewik jakoś przeżył.

  • Dellas

    Dzięki chłopaki, że poruszyliście wątek zachowania Ignacego Trzewiczka w ostatnim czasie. Każdy z Was ma swoje racje, z którymi się zgadam i te racje nie koniecznie muszą być przeciwstawne. KubaP ma racje zwracając uwagę na brak szacunku autora do polskiej społeczności gier planszowych. To było bezrefleksyjne uderzenie na odlew po każdym z nas. Trudno się dziwić, oburzenia i niedowierzania czytając posta o „najbardziej znienawidzonym autorze gier planszowych w Polsce”, czy sposobie w jakim pożegnał się z forum gier planszowych. Nie będę się nad tym znęcał, jedynie napisze że to po prostu żenujące i przykro było być tego świadkiem.
    Z drugiej trony ‚Tycjan’ ma rację, ze najważniejsze są gry, które powinny sprawić nam radość, a ludzie którzy ją tworzą i wydają są tylko ludźmi. Każdemu także zdarza się gorszy dzień. Pozostaje tylko pytanie, czy po tym dniu nadejdzie czas na refleksję?
    Chciałbym jednak zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt całej tej sytuacji. Słucham regularnie podcastów Ignacego Trzewiczka (2pionki jak i ostatnio podcasty Portalu w obu wersjach językowych). Od razu rzuciła mi się w oczy specyficzna konwencja 2pionków. Luźna, żywa, sarkastyczna i często prześmiewcza, z dużą dozą kontrolowanego narcyzmu, błyskotliwe i drapieżne uwagi o wielu grach. Jest to także skarbnica wiedzy na temat tego co dzieje się w kontekście gier planszowych w Polsce i na świecie. Przez jakiś czas uważałem, że taka prezentacja do świetny pomysł, aby błyskotliwie omawiać tematy związane ze światem gier planszowych. Jednak po 30-40 odsłuchanym podcaście zaczęła mi się zapalać w głowie czerwona lampka. Przestały mnie śmieszyć jechanie po eurosucharach (mimo że sam też nie jestem entuzjastą tego gatunku gier), coraz częściej kłuło mnie przesadne wychwalanie gier Portalu, a z czasem zauważyłem tez niekonsekwencje z tym co autor podcastów mówił we wcześniejszych odcinkach. Raziło mnie też pogarda (być może tworzona na potrzeby konwencji) w stosunku do niektórych wydawnictw czy autorów – losowanie kostką na początku podcasta ile w tym tygodniu Reiner Knizia zaprojektował gier jest pierwszym lepszym przykładem.
    Tworząc taką konwencję i kreując się na takiego ‚zbuntowanego luzaka’ sam autor spoufala ze swoimi odbiorcami. Ma to swoje plusy – od razu skraca dystans. Jednak z drugiej strony naraża się na to, że gracze będą stosować taką samą konwencję w komunikacji i ocenianiu gier projektanta. Kto ‚niszczy’ grę oceniając ją w swoim podcaście, musi się liczyć z tym że ktoś zrobi to samo i w ten sam sposób z jego własną grą, bo sam autor narzucił taką konwencję werbalizacji argumentów.
    Z drugiej strony podcasty „portalowe” to zgrabnie przygotowane komunikaty informacyjne (zwłaszcza te w wersji angielskiej). Radosne, pełne emocjonalnego zaangażowania odcinki – widać że autor ma do tego dryg i potrafi opowiadać o tym co robi.
    Mamy tutaj niespójny obraz prezentowania ‚swojego image’ jak i opinii na tematy związane z grami. Na ‚swoim’ polskim podwórku Ignacy Trzewiczek pozwala sobie na zdecydowanie więcej swobody. Jakby był świadomy, że środowisko w Polsce mu wybaczy – co poniekąd jest zrozumiałe, bo traktowany jest jako ikonę polskich planszówek, a wiele osób ze środowiska zna go osobiście. Z drugiej jednak strony kontakty ze społecznością międzynarodową są całkiem inne. Podcasty czy posty (oprócz tego ostatniego na swoim blogu) są bardziej informacyjne, pozytywne – mało w nich negatywnych opinii zwłaszcza o innych twórcach.
    I teraz po tym przydługim wstępie, warto zrobić sobie taki eksperyment myślowy. Jakby odbierane były podcasty 2pionki w społeczności międzynarodowej? Czy słuchając czasem niewybrednych, bezpardonowych opinii o swoich ulubionych grach czy autorach słuchacze spoza Polski nie mieli by bardziej pełnego wizerunku twórcy Robinsona? Czy czytając niektóre dyskusje i posty Ignacego Trzewiczka z forum gier planszowych nie odnieśliby wrażenia, że autor postu „o najbardziej znienawidzonym twórcy gier planszowych w Polsce” ma także swoje za uszami?
    Dzisiaj jedyny komunikat jak otrzymał świat o tym jak „prześladowany” jest Ignacy Trzewiczek pochodzi od niego samego. Sam stworzył i wykreował (przynajmniej według mojej opinii) swoją piętę posiłkując się argumentami o „polactwie”. Co ciekawe autor postu często w swoim tekście wykorzystuje słowo „bully” co ma bardzo negatywne znaczenie w kontekście amerykańskich szkół (oznacza ono tyranizować, maltretować – to coraz większy problem społeczny w zróżnicowanej kulturowo Ameryce) – tym samym tworząc wręcz wrażenie, że na forum publicznym jest brutalnie prześladowany. Śledząc forum gier planszowych nic takiego nie zauważyłem. Nie można wyciągać tak daleko idących wniosków przez pryzmat kilku czy nawet kilkunastu negatywnych postów na forum. Forum to jedynie malutki wycinek osób interesujących się grami planszowymi. Co więcej tych najbardziej krzyczących jest garstka, której zdanie to promil, często najbardziej ekstremalnych opinii. Rozumiem, że autor mógł stracić perspektywę, dystans, ale statystyka jest nieubłagalna – ludzi awanturujących jest garstka – reszta uważa (lub do nie dawna uważała) „że Trzewik to spoko koleś i tworzy doskonałe gry”.
    Z punktu widzenia wydawnictwa, to obecna sytuacja nie będzie miała żadnych większych reperkusji. Forum to malutka liczba graczy, a Portal sprzedaje tysiące gier i to na całym świecie. Pojawił się lekki smrodek, o którym większość nie ma świadomości, a reszta zapomni po kilku tygodniach/miesiącach. A gry Portalu będą sprzedawać się coraz lepiej.

    Na koniec chciałbym podkreślić, że nadal będę grał i kupował gry autorstwa Ignacego Trzewiczka i Portalu, jeśli będzie to odpowiadać moim gustom. Będę uważnie słuchał i czytał treści załączonych przez autora, bo to fantastyczne źródło wiedzy na temat świata planszówek. I chwała i pomnik za to. Jednak także będę bardziej wyczulony na to co autor pisze i mówi.
    Dziękuję za uwagę

    • kwiatosz

      „Raziło mnie też pogarda (być może tworzona na potrzeby konwencji) w stosunku do niektórych wydawnictw czy autorów – losowanie kostką na początku podcasta ile w tym tygodniu Reiner Knizia zaprojektował gier jest pierwszym lepszym przykładem.”

      Naprawdę to jako pogardę odebrałeś? Nie obracam się co prawda w wielu kręgach planszówkowych, bo głównie w Lublinie, ale dworowanie sobie z taśmowości Knizii to chyba najczęstszy przykład podśmiechujek z autorów. Nikt przecież nie umniejsza jego wartości jako projektantowi, a jedynie ta hurtowość bawi. Do któregoś konkursu przygotowywałem ciekawostkę, że któregoś roku bodajże 212 jego gier zostało wydanych. Wznowienia, dodatki, wydania lokalizowane – to wszystko podliczyłem, więc nie same nowe gry to były. Ale było tego 212. Szkoda, że polscy tłumacze już wykorzystali tytuł „1900: człowiek legenda”, bo na biografię Knizii by było jak znalazł 😉

      • Kwiatosz, wiem, że lubisz proste, retoryczne zagrywki, które mają zdezawuować współdyskutanta, ale to chyba średnie miejsce na to, zwłaszcza, że rozmawiamy właśnie o poziomie dyskursu.

        To, o czym pisze Dellas, to świadome budowanie podwójnego wizerunku. Dellas ma też rację, że Trzewik stworzył sam sobie problem w Polsce, a teraz za granicą próbuje przedstawić się jako jego ofiara. Nie wiem, czy „marketing litości” to najładniejszy sposób na zwiększenie sprzedaży, ale jeśli jest skuteczny, to pewnie też dobry. Portalowi po prostu pewnie mniej opłaca się inwestować w polskiego klienta niż zagranicznego, a Trzewik musiał znaleźć sobie pretekst, by wycofać się z polskiego rynku. Szkoda, że w taki sposób i tyle.

        • kwiatosz

          „Kwiatosz, wiem, że lubisz proste, retoryczne zagrywki, które mają zdezawuować współdyskutanta,” – chyba pomyliłeś moją ksywkę z Twoją pisząc tego posta.

          To, o czym piszesz że pisze Dellas to nie jest to, do czego odnosiłem się całościowo. Po to zacytowałem fragment, żeby było wiadomo do jakiego fragmentu się odnoszę. Nie miałem zamiaru dezawuować dyskutanta, tylko odnieść się do tego fragmentu. Zupełnie nie widzę w jaki sposób miałoby to być dezawuowanie dyskutanta, ale chętnie posłucham.

      • Dellas

        „Naprawdę to jako pogardę odebrałeś?”

        No było to zabawne w pierwszych 5 podcastach, potem już nie, a kolejnych uznałem już to za lekką, potem dużą przesadę. No taką mam wrażliwość, że śmiać się kosztem kogoś można raz, dwa, ale jak to robi się za każdym razem kiedy nadejdzie okazja, wywołuje to mój wewnętrzny sprzeciw.

        • kwiatosz

          Ok 🙂 To możemy powiedzieć (jeżeli lubisz eurogry), że lubimy różne rodzaje sucharów 😉

          • Co ma piernik do wiatraka? Kwiatosz, czy celowo zmieniasz tory rozmowy z Dellasem, czy nie możesz się po prostu powstrzymać od lekkiego trollingu?

            „Nie lubię, jak ktoś wielokrotnie śmieje się z jednej osoby” – „OK, pewnie lubisz inne gry niż ja”.

            WTF? 🙂

            EDIT: A dodam jeszcze, że próbując banalizować bulling uprawiany przez Trzewika działasz bardzo wbrew jego prośbom i radom ze wspomnianego posta na jego anglojęzycznym blogu.

          • kwiatosz

            Podpowiedź: suchar może w ramach jednej wypowiedzi dotyczyć rodzaju gry i rodzaju żartu 🙂 Powtarzany żart jest starym żartem, stary żart może być sucharem (jeżeli dalej bawi – jak mnie), z kolei dla Dellasa z żartu przeszedł w formę pogardy. Dellas odebrał (jak zrozumiałem) ciągłe nabijanie się z eurosucharów jako atak, pozwoliłem więc sobie dorozumować, że lubi takie suchary. Ja z kolei lubię żarty typu suchary, a gry nie bardzo. Dwuznaczność tego słowa została przeze mnie wykorzystana do stworzenia zabawnego w moim odczuciu zdania – ale może to moje sucharowate poczucie humoru 😛

            Natomiast co do rad z bloga – cóż, ja rad „jak żyć” z blogów (nie tylko planszówkowych, ale zwłaszcza) nie przyjmuję, ale to wiesz po naszej dyskusji pod Twoim wpisem o kostkach na GF 🙂

          • Aha, czyli chciałeś obrócić kilkudziesięciolinijkową wypowiedź Dellasa w żart, tym samym kończąc dyskusję i uznając, że to, co napisał, to zabawna dykteryjka? Hm… wiesz, jak nazywa się takie zachowanie zgodnie z netykietą? Ale, jak już wspomniał Galthran, niektórzy tak mają, że im więcej wolno 🙁

          • kwiatosz

            :D:D W takie żarty mnie nie wciągniesz 🙂

      • Galthran

        Ale przecież wspomniany przypadek ‚wyśmiania’ Knizi to tylko jeden z przykładów. Rebel i FoxGames też regularnie są ofiarami ‚pośmiechujek’ I. Trzewiczka, a jak by się zastanowić to pewnie się więcej przykładów znajdzie. Poza tym, jeśli dobrze Dellasa rozumiem, to nie chodzi w ogóle o taką formę, bo ja nawet uważam ją za zabawną, ale jeśli z jednej strony w taki sposób traktuje się innych, a z drugiej ma się problem z tym, że inni też mogą w jakiś sposób negatywny (z humorem lub nie) potraktować ciebie, to coś tu jest chyba nie tak.

        • kwiatosz

          Co do zabawności się zgadzamy (w ogóle nie wiem jak mówienie, że ktoś dużo gier wyda może być wyśmiewaniem), natomiast jeżeli chodzi o reakcję Trzewika to ja nijak nie twierdzę, że nie przesadził. Ale mojemu myśleniu „lepiej żeby tego nie napisał” może przecież towarzyszyć przekonanie, że reakcja niektórych jest przesadzona.

          A co do strony FoxGames to jest to po prostu dziwna sprawa – w Egmoncie Jarek miał stronę hulającą, a tutaj od roku tylko Facebook, który ma dużo zalet, ale nie jest jedną z nich możliwość znalezienia jakichkolwiek informacji starszych niż tydzień…

          • Galthran

            Ok, ja nawet nie chcę podejmować tematu czy ‚podśmiechujki’ są słuszne czy nie, tylko dziwi mnie, że jedna osoba może żartować/pośmiechiwać/trollować/hejtować (niepotrzebne skreślić), a potem tak mocno i emocjonalnie reagować jeśli ktoś inny to robi. Przecież przed chwilą był po tej drugiej stronie barykady…

          • kwiatosz

            Ja odniosłem wrażenie, że Trzewik dużo mówi o produktach i firmach, natomiast o nim się mówi personalnie. Ale z drugiej strony nie zgłębiłem tematu aż tak jak niektórzy dyskutanci. Tak czy siak – absolutnie się nie kłócę, że reakcja była przesadzona 🙂

          • Jest trochę inaczej – ponieważ Trzewik zarówno w komunikacji, jak i (co widać po reakcji) osobiście w pełni identyfikuje się z Portalem, to uważa, że każda uwaga odnośnie produktów Portalu, to jest uwaga godząca w jego dobre imię. Przykład z dyskusji o jakimś tam scenariuszu do RObinsona „Ej, trudny, nie do przejścia, chyba go źle napisali i co ja mam zrobić biedny misio”. Odpowiedź „Ty trollu, nie obrażaj mojej rodziny, pracowaliśmy nad tym miesiącami, nienawidzę Cię, gdzie moje żyletki”. Tak sięnie zachowuje stabilny emocjonalnie dorosły mężczyzna.

          • kwiatosz

            My wiemy, Trzewik wie – dlatego poszedł sobie z forum, co chyba wg wszystkich było słuszną decyzją. Natomiast nie widzę jak działasz w imię podniesienia poziomu dyskusji używając czyichś słów jedynie jako luźnej inspiracji dla niby cytatu.

          • „Podtrzymuję swoje stanowisko – jeśli gracze pomyślą i dobrze rozegrają ten scenariusz, to go wygrają, i wyciągnięcie księgi jako pierwszego eventu nic nie ma do rzeczy i jest kuriozalnym budowaniem tezy, że 50% rozgrywek w ten scenariusz z automatu oznacza przegraną.
            Masz do takiej tezy prawo – żyjemy wszak w wolnym kraju. Zagrałeś raz i wiesz lepiej niż zespól który stworzył tę grę. OK, wiedz lepiej. Nie mniej, byłbym zobowiązany, gdybyś nie zarzucał zespołowi ludzi, że nie przyłożyliśmy się do roboty.

            Nie podoba ci się ten scenariusz, nie graj.
            Uważasz, że jest nie do przejścia, nie rozkładaj go.

            Ale wykaż się kulturą osobistą i nie obrażaj mnie i mojego zespołu, mówiąc, że się nie przyłożyliśmy do pracy, że nie testowaliśmy, że odwaliliśmy fuszerkę, bo ty raz zagrałeś i już wiesz, że 50% rozgrywek z automatu kończy się przegraną.

            Opinie o scenariuszu – proszę bardzo.
            Obrażanie ludzi, którzy włożyli w niego kupę pracy, uprzejmie proszę, darujmy sobie.”

          • Ja nie widzę niczego o żyletkach w tym cytacie i chyba nadinterpretujesz i wkładasz w niego dużo więcej negatywnych emocji niż w nim jest. Dla pełnego obrazu z chęci bym zobaczył cytat osoby do której się odniósł Ignacy

          • kwiatosz

            No właśnie, bo nie wszyscy czytający tutaj przeglądają też namiętnie forum.

  • Michał Gościniak

    Takie uwagi na szybko po odsłuchaniu:
    1. Emocje chyba niektórych dyskutantów poniosły, bo przez duża część dyskusji o Trzewiku KubaP był nieco zakrzykiwany przez współdyskutantów. Takie w kazdym razie wrażenie odniosłem. W konsekwencji ten mały spór+jakieś techniczne babole spowodowały, że nie wszystko jest idealnie słyszalne.
    2. Generalnie, co do zasady, zgadzam się z KubąP (w sprawie Trzewika). Sam do bojkotu produktów Portalu się nie dołączę, ale Ignacy sporo stracił w moich oczach. Owszem, na forum pojawiały się (często faktycznie przesadzone) głosy krytyki ale zwykle (przynajmniej w ciągu ostatniego roku) na jedną krytyczną przypadały trzy pozytywne. A w przypadku Robinsona i Osadników to te proporcje pewnie były nawet 1:10. Więc imho o żadnym masowym hejcie mowy być nie może. Tym bardziej, że część „krytyki” była wrzucana w żartobliwej formie i opatrywana emotikonami. Forma odejścia zdecydowanie przesadzona (i wg mnie malo uzasadniona obiektywnie), ale cóż – każdy ma prawo robić ze swoim czasem i emocjami co chce, licząc się z dalszymi konsekwencjami. O artykule nawet nie wspomnę. 🙁 Trochę strzał w stopę. Tym bardziej, że ostatnio zarówno na forum jak i na stronie wydawnictwa ekipa Portalu robiła fantastyczną robotę.
    3. Nie trafiają do mnie argumenty o tym, że Portal zawdzięcza coś polskim graczom. To znaczy uważam, że zawdzięcza im mniej więcej tyle samo ile oni Portalowi. W każdym razie ja nie czuję, żeby mi wydawnictwo coś szczególnego zawdzięczało. Owszem, wydałem kilka stówek na gry Portalu, a otrzymałem kilka świetnych gier i masę rewelacyjnej rozrywki. Już nie mówiąc o wielu godzinach dobrej zabawy przy słuchaniu podcastu, vloga, czy czytaniu fantastycznych felietonów Trzewika (tak, wiem, że to marketing, ale czyta się doskonale;). Więc ja raczej czuję, że od Portalu dostałem więcej niż wniosłem.

    Choć, oczywiście, w sensie biznesowym sukces międzynarodowy Portalu w dużej mierze wynika z sukcesu na rynku lokalnym.

  • Jan Stefaniak

    Podoba mi się ta recenzja, zwłaszcza sposób podsumowania – kupić, namówić kolegę czy unikać 😉 Doceniam jej obiektywność i dużą ilość porównań do innych gier. Tak właśnie powinna wyglądać każda recenzja. Chłodno, profesjonalnie i bez emocji, które wprowadzają często w błąd (ostatnio wiele niezasłużonego „hypa” dostają gry komputerowe).

    • Dzięki. Zapraszam do przeczytania nowej recenzji Wojny Narodów 🙂