Baronia – wieloosobowe szachy o tytuł króla

Go – jedna z najstarszych gier jakie istnieją i prawdopodobnie najgłębsza jeżeli chodzi o taktykę i strategię. W Go grałem bardzo dużo, jeszcze zanim na dobre wsiąkłem w planszówki. Proste zasady i niezmierzone możliwości (komputery do tej pory grają na bardzo słabym poziomie). Ta starożytna gra była i wciąż jest inspiracją dla wielu autorów i jej elementy można znaleźć w wielu tytułach, jak chociażby Przez Pustynię czy Kingdom Builder. Marc André, który może być Wam znany jako autor utytułowanej gry Splendor wydaje mi się, że również inspirował się tym tytułem przy tworzeniu Baronii.

Po otwarciu pudła, nie jednemu graczowi zaświecą się oczy: bardzo dużo drewnianych elementów wojsk i budynków (bardzo, ale to bardzo okazałych), grube tekturowe elementy, z których gracze na początku gry zbudują planszę. Na nich to widnieć będą różnego rodzaju tereny jak lasy, pola czy góry, po których będziemy przemieszczać naszych żołnierzy, którzy będą walczyć z innymi i zakładać wioski, które potem będzie można przekształcić w miasta. Wszystko to po to, żeby 2 do 4 graczy walczyło o zdobycie tytułu króla właśnie przez sprawne manewrowanie wojskami na planszy, przemyślanym budowaniem wiosek, twierdz i miast, a przede wszystkim przez uważne obserwowanie ruchów przeciwników. Po tym krótkim wstępnie łatwo ulec złudzeniu, że Baronia to gra 4X albo cywilizacyjna. Jednak Baronii najbliżej jest do gry logicznej i nie jeden raz przy stole usłyszałem, że to takie kilkuosobowe szachy (albo go). Od samego początku, gracze muszą podejmować strategiczne i taktyczne decyzje. Zanim jeszcze wykonamy pierwszy ruch należy rozstawić trzy startowe miasta z jednym rycerzem w każdym z nich. Jest to ważne z kilku powodów:

  • tylko w miastach możemy rekrutować rycerzy
  • rycerze z miast będą wyruszać żeby zakładać osady na pobliskich terenach. Im lepszy teren tym więcej punktów zdobędziemy za niego, ale też prawdopodobne że inni gracze będą z nami walczyć o dostęp do niego
  • podobnie jak w Go, najlepiej spróbować odciąć kawałek planszy tylko dla siebie (albo utrudnić dostęp innym graczom do niego), tak żeby w spokoju można było się rozwijać. Postawicie miasto w bliskiej okolicy dwóch innych graczy, macie zapewnione, że bardzo szybko dojdzie do konfliktów.

Celem gry jest właśnie zakładanie przez rycerzy osad. W zależności gdzie taka osada zostanie założona, otrzymamy żetony z punktami. Najlepiej zakładać osady na polach, a najmniej się to opłaca w górach, ale jednocześnie daje najlepsze schronienie. Za zdobyte punkty będzie można kupić nowy tytuł szlachecki i kiedy którykolwiek z graczy kupi ostatni, tura dogrywana jest do końca i sprawdzamy który z graczy ma najwięcej punktów. Niestety zdobywane w czasie gry żetony punktów, jeżeli ich nie wydamy na tytuły szlacheckie będą warte o wiele mniej (na samych żetonach jest to zaprezentowane mniejszą, srebrną cyfrą), chociaż niejednokrotnie to właśnie one zadecydują o wygranej. Sama partia przebiega bardzo płynnie. Gracze w swojej turze wykonują tylko po jednej akcji, przez co prawie w ogóle nie odczuwamy międzyczasów między naszymi kolejnymi ruchami. A co można zrobić w ramach akcji?

  • można zrekrutować rycerzy (dwóch, albo trzech jeżeli miasto sąsiaduje z wodą),
  • możemy poruszyć dwoma rycerzami, po jednym polu każdego,
  • możemy założyć dowolną liczbę osad zdejmując rycerza z planszy a na jego miejsce stawiając osadę lub wartownię, a tym samym zdobyć żetony punktów,
  • możemy kupić tytuł szlachecki za zdobyte w czasie budowy punkty
  • powiększyć osadę do miasta (co jednocześnie da nam dodatkowe 10 punktów zwycięstwa)
  • odrzucając do pudełka jednego rycerza (ich liczba jest ograniczona więc z tą akcją trzeba uważać) możemy wstawić rycerza na wybranym polu na brzegu planszy. Może to pomóc jeżeli zostaniemy odcięci, albo będziemy chcieli gdzieś się szybko dostać

Nie wygląda to skomplikowanie i w sumie nie jest. Trzeba sobie tylko przyswoić dużo drobnych zasad jeżeli chodzi o poruszanie się np. nie możemy przechodzić przez obce miasta, twierdze, albo osady które stoją w górach. W momencie wejścia dwóch rycerzy na pole z jednym rycerzem przeciwnika, niszczymy go, podobnie jak osadę. W przypadku zniszczenia osady, zabieramy dowolny(!) żeton przeciwnikowi. Jest jeszcze trochę innych ograniczeń i trochę trwa zanim je wszystkie przyswoimy i wejdą nam w nawyk. Całe szczęście są one przedstawione w postaci ikon na planszach graczy. Ale gdy tak się już stanie (pewnie coś około połowy pierwszej partii) to gra płynie bardzo szybko. Jest też dynamiczna – przynajmniej do pewnego stopnia. Dużo się dzieje na planszy i co rusz, przestawiamy nasze drewienka i stawiamy nowe, ale widać mniej więcej co poszczególni gracze będą robić. Jeżeli dwaj rycerze są o 2 pola od mojej osady, to wiem, że za 2 tury prawdopodobnie zniszczą mi tę osadę. Mam wówczas czas, żeby zabezpieczyć ją własnym rycerzem, albo pozbyć się moich najbardziej wartościowych żetonów punktów kupując sobie tytuł. Czasami jednak nic nie jesteśmy w stanie zrobić i czujemy się jakbyśmy oglądali zbliżającą się pięść do naszej twarzy, tyle że w bardzo zwolnionym tempie.

Baronia jest grą dobrą. Wszystkie mechanizmy mają sens i dobrze ze sobą współgrają. Jest to też gra doskonale wykonana, która będzie przyciągać wzrok jak już wyląduje na stole. Problem w tym, że Baronia nie jest grą, która w wyraźny sposób się wyróżnia. Gra się przyjemnie i nie odmówię partii bo lubię gry abstrakcyjno-logiczne, ale nawet miłośnikom takiego typu gier polecam najpierw zagrać u kolegi. Szczególnie jeżeli przeszkadza Wam negatywna interakcja, bo tej tutaj nie brakuje. W pewnym momencie nie mamy już możliwości rozwijania i chcąc, nie chcąc będzie trzeba zrobić najazd na czyjąś osadę. Przy graczach znających i pamiętających wszystkie niuanse atakowania i poruszania się, gra zamienia się w podchody, gdzie próbujemy wymanewrować przeciwników, odciąć się od nich, zagrodzić lub opóźnić dostęp do naszych osad i kupić sobie trochę czasu potrzebnego na wydanie punktów na zakup tytułu. Gra się nieźle skaluje – najsłabiej niestety jest w trzy osoby, gdzie zasada „gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta” albo namawianie się dwóch graczy na tego trzeciego jest bardzo widoczne.

Krótko mówiąc – spróbujcie. Tytuł jest interesujący, a dzięki świetnemu wykonaniu miło się z nim obcuje. Tylko nie nastawiajcie się na skomplikowaną grę strategiczną, a raczej prostą w zasady grę logiczną, gdzie jest do podjęcia sporo decyzji strategicznych i taktycznych.

Dziękuję wydawnictwu Rebel za przekazanie Baronii do recenzji