Pan Tu Nie Stał – Demoludy (patronat medialny)

Gra Pan tu nie stał wydana przez wydawnictwo Egmont była dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Po pierwsze wykonanie było znakomite. Przyciągające wzrok i ociekające klimatem PRLu grafiki powodowały, że ja, osoba urodzona w latach 80, uśmiechałem się wyciągając kolejne żetoniki z towarami. Po drugie: temat stania w kolejce okazał się lepiej spasowany z tematem, niż budowanie chińskiego muru (dla niezorientowanych Pan tu nie stał bazuje na grze Great Wall of China). Może dr Knizia jest mistrzem mechanik, ale wybierania tematyki do gier powinien uczyć się od polskich wydawnictw.

Sequel nie-sequel, a może dodatek?

Informacja o Pan Tu Nie Stał – Demoludy pojawiła się nagle i niespodziewanie. Dodatek? Sequel? Wydawnictwo Egmont czerpiąc garściami ze wzorców Hollywood, nie tylko zrobiło „reboot” kolejnego tytułu Doktora Knizii – Gem Dealer, to zmieniając temat i tytuł gry, stworzyło kontynuację swojego wcześniejszego tytułu. W Pan Tu Nie Stał gracze stali w kolejkach do różnych sklepów próbując kupić jak najwięcej. W Demoludach udamy się na wakacje. Ale naszym celem nie będzie odpoczynek a turystyka handlowa. Zabieramy ze sobą różne towary na wymianę, takie jak: krem Nivea, butla gazowa czy butelki Żytniej (różnego rodzaju karty o wartościach od 2 do 7), w skarpety upchamy dolary na czarną godzinę, a naszym celem będzie przywiezienie towarów z Demokratycznych Republik Ludowych szybciej niż inni gracze.

Licytacją po oczach

Jak na Doktora Knizię przystało, sercem gry jest licytacja, a samą mechanikę da się streścić w trzech zdaniach. Gracz rozpoczynając wybiera jeden z 5 stosów reprezentujących 5 różnych krajów, bierzemy towar z wierzchu i zaczyna się licytacja. Będziemy używać do niej kart-towarów, ale tylko takich odpowiadających kolorowi danego kraju. Możemy wyłożyć jedną lub więcej kart, kolejny gracz musi nas przebić jeżeli chce zostać w grze. Jak czegoś bardzo potrzebujemy, raz na licytację można zagrać dowolną liczbę kart rewersem do góry, podbijając stawkę o 1 za każdą taką kartę. Po wycofaniu się wszystkich graczy z rundy licytacji ktoś zdobędzie towar i zapakuje go do swojego samochodu. Kto zdobędzie towary z 4 różnych krajów – wygrywa (a w jednym z wariantów, towary muszą mieć sumarycznie wartość przynajmniej 10 punktów).

Tutaj ważna uwaga co do wykonania. Jest ono na tym samym wysokim poziomie co Pan Tu Nie Stał, ale mamy kilka elementów, za które wydawnictwu Egmont należą się szczególne brawa. Po pierwsze, informacyjna gazeta – Forum ludowe, opisująca dokładnie turystykę handlową w latach 70 i 80. Szczególnie dla osób niezaznajomionych z tematem będzie bardzo pomocna. Kolejny element to plansze graczy – nie są potrzebne do gry – przecież żetony możemy spokojnie trzymać przed sobą na stole, ale przedstawiają one kultowe samochody PRLu (plansze są dwustronne więc mamy 8 różnych modeli samochodów) dzięki czemu lepiej wczuwamy się w klimat gry. Dobre 10 minut przed rozpoczęciem pierwszej partii, oglądaliśmy rysunki, wspominaliśmy i opowiadaliśmy sobie motoryzacyjne historie.

Najważniejsza karta w grze

Ale chciałbym tutaj serdecznie podziękować za jeden żeton – kartę z napisem „Po Ruchu Dobierz Kartę”. Znałem zasadę, że po każdym zagraniu kart, albo po spasowaniu, należy dobrać jedną kartę do ręki. Ale w pierwszej partii i tak o tym zapomnieliśmy, przez co zacząłem zastanawiać się, czy tym razem Doktor Knizia nie wypuścił jakiegoś totalnego bubla. Całe szczęście po chwili zagraliśmy już dobrze i gra działała sprawnie, jak dobrze naoliwiony mechanizm. Co oczywiście nie przeszkadzało nam zapominać dobierać kart – dlatego tę zieloną kartę warto położyć w dobrze widocznym miejscu. Widać nie tylko my mieliśmy ten problem, stąd decyzja o dodaniu tej przypominajki

Wódeczkę i naszyjnik z bursztynów za kożuch? A może napuścić na Ciebie milicję?

Pomimo prostoty zasad, można sporo pokombinować. Czasem warto szybko zniechęcić przeciwników rzucając od razu wysokie karty. Innym razem lepiej podpuszczać ich powoli, samemu wymieniając niskie karty na nowe (pamiętajcie, że po każdym ruchu dobieramy nową kartę). Możliwości trochę się zwiększają razem z dodatkowymi kartami akcji, które możemy dołączyć do gry. Zwiększają trochę negatywną interakcję, bo dzięki nim będziemy mogli kogoś pozbawić karty na stole, zabrać dolary z ręki (to jokery przydające się w licytacji), czy odzyskać zagraną kartę

A jednak dodatek!

Największą niespodziankę, wydawnictwo przygotowało dla posiadaczy Pan Tu Nie Stał, o czym już pisaliśmy w zapowiedzi. W Demoludach znajdziemy dodatek – Bazar Różyckiego, który pozwoli na wykorzystanie zagranicznych towarów w Pan Tu Nie Stał. Nie zmienia to bardzo gry, ale jest miłym urozmaiceniem.

Podobnie jak pierwszy PRLowy tytuł, Pan Tu Nie Stał – Demoludy skierowany jest raczej do osób pamiętających lata 80 czy 70. Gra nie będzie przyciągała kogoś, kto nie stał w długich kolejkach i nie jechał dwa dni polonezem do Bułgarii. Ale dzięki temu tematowi i sprawnie działającej mechanice, Demoludy jest tytułem, który warto polecić do zagrania z naszymi rodzicami czy nawet dziadkami, najlepiej od razu w komplecie z pierwszym tytułem „Pan Tu Nie Stał”. Dla typowego gracza natomiast może to być dobry „chwilerek” do zagrania przed głównym daniem wieczoru.

Patonat Medialny

Gra objęta jest patronatem medialnym Znad Planszy