O różnorodności w grach planszowych

Ten tekst kiełkował we mnie już od jakiegoś czasu, ale był trochę inny. Wtedy w Stanach zamordowano Georga Floyda. W tym momencie pewnie większość z Was chce zamknąć przeglądarkę, bo macie dość słuchania o czymś, co Was przecież nie dotyczy. O rozdmuchanych wydarzeniach zza oceanu. Może część nawet pomyśli, że piszę to, żeby na fali “popularności” tematu i ruchu Black Lives Matter, zdobyć trochę odwiedzin na blogu. Jeżeli tak myślisz to mnie nie znasz, bo nie robię czegoś pod publiczkę i dla popularności. Ale jeżeli lubisz to co robię, albo jesteś wkurzony/wkurzona, że mieszam do planszówek niepotrzebne tematy, to proszę doczytaj ten tekst do końca. Poświęć na niego 10 minut swojego czasu. Ja poświęciłem na niego dużo więcej i chcę żebyś mnie wysłuchał/wysłuchała.

ALE ja nie chcę polityki w moich grach planszowych i serwisach. Gram żeby się oderwać od świata codziennego!

Też tak zawsze myślałem. Ale obserwuję na twitterze Erica Langa – znanego autora gier planszowych, który jest również osobą czarnoskórą. Wraz z ostatnimi wydarzeniami zaczął bardzo głośno (wcześniej też o tym pisał) mówić o rasiźmie m.in. wśród graczy. W tym momencie czytając te słowa, myślisz pewnie o segregacji rasowej, smutnych wydarzeniach z historii ludzkości, niewolnictwie – przecież to już za nami. Zwalczyliśmy to. Ale rasizm to też mikroagresje, głupie żarty, które wydają nam się niewinne (nie bądź taki poważny, to tylko żart! nie masz poczucia humoru! jesteś przewrażliwiony). Coś, z czym Eric Lang spotyka się za często w swoim prywatnym i zawodowym życiu. I coś o czym musimy mówić. Szczególnie osoby bardziej publiczne, do których poniekąd się zaliczam – w końcu znacie trochę moją rodzinę, oglądacie moje materiały, wchodzicie na bloga. Wchodzicie oczywiście, żeby poczytać o grach planszowych, a nie o problemach na świecie. I nie mam zamiaru zamienić teraz bloga w portal newsowy, grzmieć na Was o zmianach klimatu czy zbliżających się wyborach, ale są takie momenty tak jak ten, że trzeba coś powiedzieć…. nie, w sumie nie. Trzeba zacząć słuchać. Nie możemy zamknąć się w czterech ścianach, zatknąć uszy i udawać że nas nie ma, i że problemy “na zewnątrz”, nas nie dotyczą. Posłuchajcie więc Erica Langa w rozmowie z Tomem Vaselem, którą parę dni temu przeprowadzili. Tom podobnie jak ja, uważał, że w mediach planszówkowych nie powinniśmy mówić o polityce czy religii, bo gry mają być dla nas ucieczką, rozrywką i oderwaniem od rzeczywistości. Tom w tym przypadku jednak zmienił zdanie. Bo gry planszowe to też przede wszystkim sposób na interakcję z innymi ludźmi. Często takimi, których nie znamy, którzy zapewne mają inne niż my doświadczenie. Chcielibyśmy aby nasze hobby rosło, aby poszerzało swoje kręgi, ale to się nie stanie jeżeli te osoby nie będą się czuły mile widziane przy naszych stołach. A tak nie będzie jeżeli nie zaczniemy zauważać pewnych złych zachowań i głośno o nich mówić.

ALE mnie to nie dotyczy – nie jestem rasistą!

Oczywiście, że nie. Nie znam chyba osoby, która by tak o sobie powiedziała. W dodatku trudno nam odnieść się do problemów, o których mówi Eric (jeszcze raz, zachęcam do obejrzenia wywiadu, o którym pisałem wcześniej), bo żyjemy w zupełnie innych krajach. Ale to mogą być bardzo małe rzeczy i nie odnosić się tylko do osób innej rasy. Do niedawna było bardzo niewiele gier, których autorkami były kobiety. Kiedy zaczynałem grać, na spotkania planszówkowe przychodziły praktycznie sami faceci. – Ale popatrz na konwenty – tam jest sporo kobiet i małżeństw. Faktycznie tak jest. Ale wtedy wchodzę na swój kanał i sprawdzam statystyki:

Bo to faceci najczęściej kupują gry! Kobiety nie mają ochoty słuchać o grach i sprawdzać czy będzie fajna. 

Może tak jest, może mój kanał nie jest reprezentatywny… a może takie stwierdzenie jest seksistowskie? A może przez to, że parę razy powyższe zdanie ktoś wypowiedział głośno, kobiety nie mają ochoty na sprawdzanie recenzji i zapoznawanie się z tytułem przed kupnem? Bo uwierzyły, że nie znają się tak dobrze jak faceci? Że faceci zrobią to lepiej? Bo nie zwracamy się bezpośrednio do kobiet? Bo jest za mało recenzentek-kobiet? (*) Świetnie, że mamy Joasię Tomaszewską, Agnieszkę “Scheherazade” czy Marysię Adamiak. Że na spotkania testowania gier w Monsoon Group przychodzą dziewczyny. Ale mam wrażenie, że możemy zrobić więcej. To nie muszą być jakieś wielkie gesty. Trzeba zacząć od słuchania i sprawienia, żeby inne osoby nie czuły się obco przy naszym stole. Tyczy to się też samych gier. Jeżeli chcemy żeby kobiety czy osoby innej rasy zainteresowały się grami, recenzjami i naszym hobby, nie powinny się czuć obco. To są niewielkie rzeczy ale np. autorzy powinni zadbać, żeby w instrukcji, w przykładach, pojawiały się osoby różnych płci. Żeby przy przykładowej sytuacji były obecne też Kasia i Zuza, a nie tylko Janek, Adam, Michał i Bartek. Karty postaci w grach powinny być nie tylko różnych płci, ale również różnych ras (jak jest np w Chartestone), bo to wysyła wyraźny sygnał, że ta gra jest również dla Ciebie, a nie tylko dla białych mężczyzn/chłopaków.

Przesadzasz! Jak komuś to przeszkadza to jest chyba przewrażliwiony. Mi to jest obojętne kim będę grał!

Może Tobie tak, bo patrząc na statystyki jesteś białym mężczyzną między 25 a 35 rokiem życia i nigdy nie słyszałeś, że jesteś gorszy bo masz inny kolor skóry, albo masz złą płeć. Ale jeżeli przez całe swoje życie, czujesz się wykluczony, bo nie jesteś reprezentowany/reprezentowana w filmach, książkach i grach, to masz w nosie takie hobby. Bo nie masz ochoty użerać się z takimi pierdołami w grach, które mają bawić. Tak samo jak Ty nie masz ochoty słuchać o polityce i religii na blogu o grach planszowych bo masz to na co dzień! Widzisz podobieństwo? Dalej myślisz, że przesadzam? Że to wyolbrzymiony problem? To wyobraź sobie, że idziesz na konwent, wchodzisz do sali i w środku przy wszystkich stolikach siedzą sami czarnoskórzy mężczyźni. Wejdziesz? Szczerze powiedziawszy ja bym pewnie się wycofał, bo czułbym się nie na miejscu. Ale przecież nie jestem rasistą, prawda? 

Bo w Polsce to by była niespotykana sytuacja! W Stanach jest inaczej!

To wyobraź sobie, że to GenCon – dalej czujesz się swobodnie? Czujesz się zaproszony/zaproszona do stołu? Znowu szczerze – ja bym się czuł nieswojo. Ale dzięki temu eksperymentowi (dzięki Aga!) mogę chociaż w części wyobrazić sobie jak na co dzień mogą czuć się osoby innej rasy, czy czasem kobiety wchodząc na konwent. I może w przyszłości nawet jak poczuję się nieswojo to zrobię krok naprzód, zamiast wycofać się przez drzwi.

Dotknąłem już tematu instrukcji gier, bohaterów w planszówkach czy osób przy stole (tylko dotknąłem, bo nie jest to w żaden sposób dogłębne zbadanie tematu). To teraz porozmawiajmy o samych planszówkach. A dokładniej o Puerto Rico…

O nie! Będziesz gadał o Czarnym Rynku i kolonistach!

Tak. Dokładnie o tym. Jeszcze przed prostestami w Stanach, zagrałem Puerto Rico po dość długiej przerwie. I koloniści mnie nie uwierali, chociaż jak teraz pomyślę, to w każdej partii Puerto Rico, ktoś zażartował o “brązowych” kolonistach. Wszyscy doskonale wiemy, że to niewolnicy, których przywozimy statkami. Ale dopiero przy budynku “Czarny rynek” poczułem się… niefajnie. Jeżeli ktoś nie wie, to w tym budynku możemy wymienić zasoby za pieniądze. No tak… prawie bym “zapomniał”. Można tam też “wymienić” swojego “kolonistę” na pieniądze. Pierwsza, polska edycja nie pozostawiała nic domysłom i były tam narysowane ręce zakute w kajdany.  Ja w momencie wykładania tego budynku na planszę poczułem niesmak, a potem wręcz omijałem go przy rozważaniach czy go wybudować, bo nie miałem ochoty sprzedawać ludzi za pieniądze (**).

– Ale z Ciebie wrażliwiec! Tak.. i w dodatku płaczę na filmach i książkach. To źle? – Ale komu to przeszkadza? Właśnie o to chodzi, że może przeszkadzać. Jeżeli nie przeszkadza Tobie, to nie znaczy, że komuś innemu nie będzie. W najnowszej grze Alexandra Pfistera – Maracaibo mamy temat kolonialny. Wydawca zdaje sobie sprawę, że przedstawiony w grze świat jest wyidealizowany w stosunku do tego co naprawdę się działo, dlatego w instrukcji znajdziemy wyjaśnienie, że prawda o koloniach wygląda trochę inaczej niż na planszy Maracaibo. To jest dobry początek, bo pokazuje, że wydawca pomyślał o tym, że ktoś może się poczuć nieprzyjemnie (dla niektórych będzie to jednak za mało i też ich trzeba zrozumieć). Oczywiście jeżeli mamy takie wątpliwości, to może następnym razem zmieńmy temat, zamiast za niego przepraszać? W końcu Maracaibo nie jest jakąś super-tematyczną grą. Oczywiście we wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek…

Ale w ten sposób, to już nic nikomu nie można powiedzieć i rozmawiać o trudnych tematach!

Nieprawda. Można opowiedzieć w grze o wojnie i kazać graczom podejmować trudne decyzje jak w This War of Mine. Można też zrobić grę o niewolnictwie i przeprowadzaniu osób tunenalami na wolność, tak jak jest we Freedom: Underground Railroad. Tutaj pomaga, że jest to gra kooperacyjna, chociaż na pewno znalazłyby się osoby, które nie miałyby nic przeciwko żeby wcielić się w tę złą stronę konfliktu (przecież nie raz to robimy w grach). O historii trzeba mówić. Można ją gloryfikować i upiększać – nie mamy przecież nic przeciwko wcielaniu się w piratów, czy oglądaniu na ekranie Jacka Sparrowa. Ale handel niewolnikami, to nie to samo co pływanie po Karaibach. Reperkusje tego haniebnego epizodu w historii ludzkości i Stanów Zjednoczonych są odczuwalne aż do dzisiaj. Tak samo jak okres kolonialny odbił bardzo wyraźny ślad na świecie.

Może wydawać się, że ktoś kto czuje się urażony przez niewolników w Five Tribes, jest przewrażliwiony i nie potrafi się odciąć od rzeczywistości. Tutaj z pomocą przychodzi Empatia. Nie będę oszukiwał, że potrafię się wczuć w sytuację osoby czarnoskórej siadającej do Puerto Rico. Ale będę próbował. Dla wielu osób na świecie, rasizm to nie jest pieśń historii – to sprawy codzienne. Rozmawiałem z osobą, która wyszła za mąż za czarnoskórego mężczyznę. Niestety ich dzieci,urodzone tutaj (a zresztą to nie jest ważne), praktycznie codziennie wracają z płaczem ze szkoły bo słyszą od innych, że nie są Polakami, że powinni wracać do siebie. Czy naprawdę powinniśmy “dokładać” im negatywnych emocji również przy planszy? Ale nie chodzi mi tutaj tylko o gry, ale przede wszystkim o nas. Nauczmy się wsłuchiwać w osoby, które mają inne doświadczenie niż My. I dwa razy zastanówmy co mówimy nad stołem. Nie raz i nie dwa słyszałem głupie czy seksistowskie żarty podczas rozgrywki. Nie chodzi oczywiście żeby bawić się teraz w obrońcę uciśnionych i zwracać wszystkim uwagę. Ale zacznijmy od siebie. Zastanów się co możesz zrobić, żeby inni czuli się swobodnie w Twoim towarzystwie. Zapytaj się swojej partnerki czy partnera o jego doświadczenia z grami planszowymi – co może zachęcić do grania. Ale zapytaj też o te o przykre doświadczenia. Nie masz wśród znajomych osób innej rasy? Poczytaj dyskusje np na BGG. Parę dni temu odbyłem z Agnieszką rozmowę i opowiadała (nie pierwszy zresztą raz) jak doświadczała nierównego traktowania z powodu tego, że jest kobietą. A pozornie niewinne żarty wpływają potem na jej chęć usiąścia do stolika, gdzie są sami mężczyźni, których nie zna. To mogą być świetni ludzie, ale z tyłu głowy usłyszy “po co ryzykować, lepiej pójść gdzie indziej”.

Żeby jeszcze lepiej uzmysłowić że problem może być wbrew pozorom w nas, pobawmy się w kolejne eksperymenty myślowe. Na chwilę zostawmy rasizm, bo rozumiem, że może nie być łatwo odnieść się do tych problemów. Wróćmy na chwilę na ten wyimaginowany konwent. Przyjmę, mój drogi czytelniku, że jesteś mężyczną. Wchodzisz do sali i widzisz dwa stoliki. Przy jednym siedzi 3 mężczyzn, a przy drugim 3 kobiety – czekają na 4 osobę do partii. Do którego stolika się dosiądziesz (przyjmijmy, że nie widzisz gry)? Założę się, że do tego z mężczyznami. A dlaczego? Mam dla Ciebie kilka możliwych odpowiedzi – nie musisz mi mówić czy któraś z nich jest prawdziwa (ani krzyczeć że to obojętne, bo przyszedłeś pograć – nieważne z kim). Wystarczy, że obiecasz mi, że sam przed sobą będziesz szczery (albo przez chwilę zaczniesz wątpić w swoją odpowiedź):

a) nie siadasz do stolika z kobietami, bo myślisz, że skoro siedzą w damskim gronie to nie chcą tam kogoś innego, kto nie będzie pasował (teraz dowolnie zamień płeć albo kolor skóry swoją lub osób grających),

b) jak usiądziesz do stolika z kobietami, to będziesz skrępowany i będziesz musiał non stop uważać na to co mówisz, żeby przypadkiem może którejś z nich nie obrazić. To dobrze, że tak myślisz. Może właśnie powinieneś usiąść i pokazać, że takie obawy są bezpostawne (albo przynajmniej potrenować)

c) nie usiądziesz do stolika z kobietami, bo pewnie grają w jakąś popierdółkę, a nie w mięsistą grę ekonomiczną. (w bonusie – jeżeli na obu stołach jest ta sama gra, nie usiądziesz do stołu z kobietami, bo nie będziesz musiał się martwić żeby dawać im fory, albo powstrzymywać się od atakowania – przecież kobiety potrafią być takie wrażliwe i brać do siebie, że się je zaatakowało)

Przyznaję, że te przykłady są trochę tendencyjne. Ale może pomogą zauważyć problem, bo że taki istnieje nie mam wątpliwości.

Dziękuję za doczytanie do końca. Na pewno takich tekstów nie będę publikował za często (nie wiem czy jeszcze kiedyś coś takiego napiszę), ale poczułem, że powinienem coś powiedzieć. Jeszcze raz zachęcam do posłuchania wywiadu Toma Vasela z Ericiem Langiem. Może wtedy będzie nam łatwiej zrozumieć to co dzieje się teraz za oceanem (i nie tylko) i zastanowimy się dwa razy zanim skomentujemy, że ktoś kto ma problem z kolonistami w Puerto Rico jest przewrażliwiony.

Marcin

(*) Nawet to, że w pierwszym odruchu napisałem tutaj “recezentów-kobiet” zamiast recenzentek-kobiet jest czymś nad czym mogę popracować.

(**) Tak czy inaczej po tej ostatniej partii sprzedałem Puerto Rico… ale nie dlatego, że są tam niewolnicy, ale dlatego, że gra jednak się słabo zestarzała, a New Frontiers jest nowocześniejszą i bardziej dynamiczną wersją tego samego systemu.

 

0 Udostępnień