Kotobirynt – przygarnij kotka

Antoine Bauza – francuski autor gier planszowych, znany z takich tytułów jak Ghost Stories, Tokaido, Takenoko, Hanabi (chyba lubi dalekowschodnie klimaty) i oczywiście 7 Cudów. Człowiek, którego lista gier na BGG ma aż 7 stron (ha!.. rozumiecie? 7 Cudów… 7 Stron…. tak wiem, nie jest to takie śmieszne) jest również autorem kilku mniejszych gier m.in. małej, blaszanej puszki, która wpadła do mojej skrzynki – Kotobirynt.

Gra to jest niemłoda, bo pochodzi z 2007 roku, ale obecne wydanie ma zmienioną grafikę i to jest pierwsza rzecz, która się rzuca w oczy patrząc na okładkę i po otwarciu pudełka. Myśleliście, że widzieliście już najsłodsze, najbardziej urocze koty w internecie (a jest przecież w czym wybierać)? Stéphan Escapa – ilustrator gry, pokaże jak bardzo się mylicie. Jak do tej pory wszyscy grający przynajmniej raz uśmiechnęli się przyglądając się kartom w czasie gry. Moja sześcioletnia córka przy rozpakowywaniu Kotobiryntu po napotkaniu na kartę z wizerunkiem kota w przebraniu baletnicy, zaczęła się domagać zagrania partii w tym momencie bez czekania na czytanie instrukcji i że ona koniecznie musi grać tą baletnicą. Niestety musiałem ją zasmucić, bo nie gramy tutaj konkretnym kotem. Naszym celem jest doprowadzenie jak największej liczby tych czworonogów, do przytulnych i pełnych pokarmu domów dziewczynki i starszego pana. Robimy to przeprowadzając futrzaki przez ciągle zmieniający się labirynt kanałów. W instrukcji znajdziemy wariant dla młodszych graczy, z którym moja Klara nie miała najmniejszego problemu. Ba! Ograła nas niemiłosiernie. Jest też oczywiście wersja dla trochę starszych graczy, a także dla osób mieszkających tylko ze swoimi kotami (ha!) gdzie będziemy próbować w jak najmniejszej liczbie rund doprowadzić koty do domów.

A jak dokładniej się gra? Na początku rozkładamy labirynt złożony z kart kanałów. W wersji dla młodszych o wielkości 3×3, dla pozostałych 4×4. W wyznaczonych w instrukcji miejscach, na brzegach planszy, kładziemy kartę dziewczynki i starszego pana, do których chcemy doprowadzić koty. Losujemy dwa koty (również na wyznaczonych polach startowych). Koty mają wartości od 3 do 5 więc może się trafić że w naszej turze przypadną nam tylko czworonogi, za które nie zdobędziemy dużo punktów. Jednak z naszych partii wynika, że ta losowość nie wpływa na bardzo końcowy wynik, a wygrywa ten kto lepiej planuje długofalowo. W swoim ruchu gracz może wykonać dwie akcje:

  • obrócić dowolną kartę kanału
  • lub dołożyć nową kartę kanału z talii (wierzchnia karta w talii jest zawsze widoczna więc wiemy co nas czeka po tym ruchu) w taki sposób, że wsuwamy ją z jednej strony, przesuwając pozostałe kanały, aż po drugiej stronie „wypadnie” jedna karta i powędruje na spód talii.

Jeżeli w którymkolwiek momencie utworzymy ścieżkę od kota, do któregokolwiek z opiekunów- kot wędruje do naszej puli punktowej, osoba do której kot został wysłany zostaje przesunięta o jedno miejsce dalej wokół planszy i dolosowujemy nowego kota. Nieraz się zdarza, że nowy kot który się właśnie pojawi od razu ma utworzoną ścieżkę do domu – wówczas zdobywamy i jego i losujemy kolejnego. Taki łańcuszek zdobywanych kotów (czyli punktów) może być dowolnie długi i jeżeli rzeczywiście udało nam się to tak zaplanować, wówczas satysfakcja jest ogromna. Oczywiście częściej dzieje się to przypadkiem, ale wystarczy wysilić trochę zwoje mózgowe, żeby rozmyślnie ustawić kanały tak, aby zdobyć więcej niż jedną czy dwie karty w swojej turze (mój rekord to 4. Udało się to też mojej córce).

Sama gra jest bardzo niewielka (zmieści się w kieszeni), przyciąga uwagę swoją grafiką, a rozgrywka nie trwa dłużej niż 30 minut – kończy się w momencie doprowadzenia ostatniego, piętnastego kota do domu. Może posłużyć jako wypełniacz czasu na poważnym spotkaniu planszówkowym, bo można tutaj sporo pomóżdżyć, ale przede wszystkim doskonale sprawdza się z dziećmi – tymi młodszymi jak moja córka i trochę starszymi. Nie jest prostacka, ćwiczy spostrzegawczość i widzenie przestrzenne. Może nie jest to siódmy cud świata (ha!) ale ja się przy niej naprawdę nieźle bawiłem. No i te kociaki!! Polecam.

Dziękuję wydawnictwu Rebel za przekazanie Kotobiryntu do recenzji