Superbohaterzy by walczyć z Przedwiecznymi, przekraczają Ren i wywołują Światowy Konflikt (Ekspres)

Jedną z moich ulubionych czynności związanych z forum i planszówkami jest od zawsze czytanie mini relacji / recenzji ze spotkań. Pamiętam, że na początku potrafiłem napisać wrażenia z poznanych nowych gier o północy po powrocie ze spotkania. Teraz na spotkania chodzę rzadziej, o północy powinienem już spać, bo dzieci bezlitośnie mnie obudzą najpóźniej o 6 rano. Ale tęsknię za takimi krótkimi relacjami. Dlatego teraz spróbuję je wskrzesić.

Marvel Dice Masters

Quarriors miałem przez jakiś czas, ale nie zagrzała dużo czasu u mnie na półce, chociaż pozostawiła po sobie dobre wrażenie. Od jakiegoś czasu chciałem kupić sobie jakąś grę o superbohaterach i wtedy pojawiło się Avengers vs X-Men: Marvel Dice Masters. Gra i dodatki zniknęły szybko z półek sklepowych. Mi udało się kupić podstawkę i około 40 boosterków – w sumie zapłaciłem za to tyle co za normalną planszówkę. Było warto! Po pierwsze nie ciągnie mnie do polowania na super rzadkie karty. Po drugie gra wygląda świetnie. Po trzecie – mam wystarczająco kart i kostek żeby pograć nawet turniejowo. Po czwarte – nie ma żadnej wady którą miały Quarriors. Zmienił się charakter rozgrywki na bezpośredni pojedynek i każdy wystawia swoją drużynę – mamy więc coś a’la deckbuilding. W czasie swojej tury jest czasem losowo, ale kości możemy przerzucać. Nie ma jednej typowej strategii – „kupuję najdroższą kostkę”. One wcale nie są najlepsze, a poza tym w swoim ruchu mogę kupić tyle kostek na ile mnie stać, co czasem będzie się bardziej opłacało niż kupowanie jednej drogiej. A podczas fazy ataku i obrony też decyzje nie będą nam obce – czy bronić, a jak tak, to którymi kostkami? Czy atakować i stracić dobrego obrońcę, ale zyskać punkty? Fajne combosy, miłe i szybkie. Kupujcie jak będziecie mieć okazję, a ja czekam na zapowiedzianych Uncanny X-Men.

Eldritch Horror

Nie wiem dlaczego ale coś mnie do Eldritch Horror ciągnęło. Grałem kiedyś w Arkham Horror i dobrze się bawiłem, ale nie muszę chyba mówić że o mnóstwie reguł zapomnieliśmy. Eldritch to w zasadzie Arkham Horror v2 (FFG pewnie nie chciało tego tak nazywać żeby nie wkurzyć posiadaczy AH i miliarda dodatków do tej gry). Samo miasto Arkham zostało zastąpione mapą świata, podstawa mechaniki została ta sama – dalej wykonujemy różne testy naszych umiejętności rzucając kostkami. Gra jest bardzo uproszczona w stosunku do swojego starszego brata, ale nie straciła nic z klimatu i grywalności, a tylko zyskała. Grę tłumaczy się jakieś 10 minut, z czego najbardziej skomplikowana jest walka, którą i tak można wytłumaczyć przy pierwszym podejściu. W grze przede wszystkim jest jasny cel – tajemnice które są do rozwiązania i raczej rzadko wystąpi sytuacja gdzie będziemy po prostu się zbroić żeby wygrać z obudzonym Przedwiecznym. Moją ulubioną mechaniką w Eldritchu są karty zaklęć i stanów, które są dwustronne. Możemy dostać np. stan Dług i jeżeli nie pozbędziemy się go w porę, może okazać się, że przyjdą poważni panowie odebrać od nas należności. Co się wtedy dokładnie stanie – nie wiadomo, bo na każdej karcie tego stanu z tylu jest coś innego. Po pierwsze – trudniej jest wtedy próbować łamać mechanikę gry, bo zawsze jest niepewność. A po drugie – to znakomicie buduje klimat i otoczkę fabularną. Mam nadzieję że Galakta wyda po polsku Forsaken Lore, bo jednak kart w podstawce jest trochę za mało.

1944: Wyścig do Renu to chyba, ostatnimi czasy, najlepiej przyjęta polska gra. Szybko znika z półek sklepowych i cieszy się sporym zainteresowaniem za oceanem. Gra wygląda obłędnie i jest wykonana na najwyższym poziomie. Mechanicznie jest ciekawa i moim zdaniem bardzo tematyczna. Jeżeli ktoś boi się że ma przed sobą grę wojenną, to się myli. To pełnokrwiste Euro, z niewielką losowością. Gra Pattonem, Bradleyem i Montym jest trochę inna, dzięki czemu warto do gry wracać i próbować gry z innej perspektywy. Na razie mam tylko obawy, czy gra Bradleyem nie będzie zawsze wyglądać zawsze tak samo. Żeby nie dać się odciąć, musi on zbudować ciąg swoich korpusów podobny do tego ze zdjęcia. Tylko takie ustawienie nie spowoduje odcięcia od zaopatrzenia i wegetatywnego przyglądania się jak grają pozostali gracze. Żeby się upewnić muszę pograć więcej. Na pewno na moim blogu pojawi się pełnoprawna recenzja.

Światowy konflikt

Jestem zafascynowany mikrogrami i bardzo ucieszyłem się że będzie polskie wydanie Coup. Podobnie jak Kwiatosz miałem możliwość zagrania we własnoręcznie wydrukowaną wersję Światowego Konfliktu – i mam bardzo podobne spostrzeżenia co Maciek. Cieszy mnie niska cena gry, ale przez to cierpi trochę wykonanie – zaznaczanie pieniędzy na kartach nie jest jakoś super wygodne i na pewno przy kolejnych partiach będę wyciągał żetony pokerowe, czy inne groszówki. Temat wybrany dla polskiego wydania Coup nie jest dla mnie problemem i każdego z osobna i wszystkich razem, gorąco zachęcam do zagrania w Światowy Konflikt. Odstawcie na bok uprzedzenia i zagrajcie. Ale zagrajcie więcej niż raz. Trzeba być zaznajomionym z kartami żeby poczuć się swobodnie z mechaniką. Więcej partii spowoduje też wytworzenie się metagry wśród graczy co tylko podniesie emocje w partii. No i ten temat – znakomicie wspiera samą grę. Również u nas po paru partiach pod rząd, jak przestaliśmy zastanawiać się co dana karta robi i co mam powiedzieć żeby zablefować, zaczęły pojawiać się docinki z Angelą Merkel, Putinem i innymi politykami na czele. I tak jak pisał Kwiatosz – wszystko z bardzo wesołym nastawieniem, bez zbędnych podtekstów czy martyrologii. Dwa tygodnie wcześniej miałem okazję zagrać w oryginalny Coup i po prostu to nie było to samo. A premiera Światowego Konfliktu już niedługo – z chęcią pogram w wydaną kopię.

A już niedługo mam nadzieję, że będę mógł Wam opisać o Postępach Technologicznych w 8 minut na Arenie Legend. Ale plany mogą się jeszcze zmienić 😉

  • kwiatosz

    Taka forma jest bardzo fajna – tego zazdraszczam Vasselowi, że gra w tyle gier, że mu wystarcza i na recenzje i na krótkie wrażenia z jednej rozgrywki. Ja coraz rzadziej gram w gry, których nie recenzuję/nie recenzowałem. Oczywiście wygląda to na problem pierwszego świata, ale raczej chodzi mi o to, że nawet grając mniej niż wymaga recenzowanie nadal można pisać fajne teksty 🙂

    • Z jakiegoś powodu ostatnio właśnie dużo grałem w różne gry, aż sam się zdziwiłem jak to podsumowałem. Oczywiście może być że kolejnych 5 „odcinków” takiego cyklu mogłoby wyglądać. Race…. znowu Race…. Jeszcze raz Race… Through the Ages….. Race…. To raczej nie byłoby już takie ciekawe 😉

  • Cez

    No właśnie, ten Bradley… Aczkolwiek konsultowałem się z autorem i twierdzi, że jednak bredzę (takich słów nie użył :-).
    Trzeba jeszcze pograć i poeksperymentować.

    • Waldemar Gumienny

      Na zdjęciu widać niewykorzystane możliwości. Bradley mógł spokojnie dociągnąć front do Monty’ego, okrążąjąc spory kawałek i zabezpieczając skrzydła. Także na styku z Pattonem, zamiast się połączyć, widać wdzięczne pole do kontrataków (Patton odcięty od głównych baz i żyjący tylko z kroplówki).

      Ciekawi mnie za to, skąd się wziął znacznik oporu w Peronne?

      • Cez

        Tak, rzeczywiście w tej sytuacji jaka jest na planszy Bradley powinien iść zdecydowanie szerzej, to na pewno by go zabezpieczyło przed kontratakami.

        Ale co wtedy gdy i Monty i Patton nie są skorzy do tak szerokiego grania? I tłuką się po bokach planszy?

        • Nie było za bardzo czasu żeby iść szerzej bo Patton parł do przodu, to w końcu wyścig nie?

          • Cez

            Wyścig wyścigiem ale boki trzeba jakoś chronić. Tutaj akurat zabezpieczenie było stosunkowo proste i mało kosztowne. Może jak Monty i Patton nie chcą iść szerzej, trzeba się skupić jednak na medalach?

          • Możliwe – w tej partii wygrał Patton na medale, a mi zabrakło jednej tury do zdobycia Renu (a na pewno bym go zdobył – musiałem tylko móc się ruszyć)