Flick’em Up – drewno czy plastik?

W zeszłym tygodniu dzięki Bartkowi z Melanżownii mogłem sobie przypomnieć jedną z moich ukochanych gier z początków grania w gry planszowe – Pitchcar Mini. To jest nic innego jak kapsle (które tak jak pewnie większość ludzi w moim wieku, uwielbiałem (*)) przeniesione na stół, gdzie kilku graczy pstryka sobie w najlepsze, ścigając się po torze. Przez tę grę, pstrykanki mają już na zawsze specjalne miejsce w moim planszowym serduchu. Próbowałem wielu gier z tą mechaniką: Catacombs, Crocinole, Carrom, Terror in Meeple City (a’ka Rampage) głównie dlatego, że nie potrafię przejść obojętnie obok przedstawicieli tej rodziny Flick.

W tamtym roku wielkim hitem na zachodzie okazało się Flick’em Up – gra osadzona w klimatach dzikiego, nomen omen, zachodu, gdzie dwóch graczy oczywiście do siebie strzela za pomocą małych drewnianych dysków. Problem z tą grą był tylko jeden – przepięknie wydana, w dużym drewnianym pudle, gra jest ciężka, trudna w transporcie i oczywiście droga. Jakże ucieszyłem się kiedy usłyszałem że Lacerta ma zamiar wydać Flick’em Up po polsku, w tańszej, plastikowej wersji… ZARAZ?! Jaki plastik?! Gdzie jest drewno?!….

Ale powiedziałem do siebie „Spokojnie, nie unoś, się spokojnie…..” i najspokojniej jak mogłem zapytałem: „GDZIE JEST DREWNIANA WERSJA FLICK’EM UP!?”. Nie ma i nie będzie. Michał z Lacerty widać mnie pożałował, bo pożyczył mi na Pyrkonie obie wersje abym mógł spokojnie je przetestować, porównać, wyrobić sobie zdanie i oczywiście podzielić się nim z Wami. Wersja plastikowa już na samym początku ma jeden wielki plus: jest prawie trzy razy tańsza. Ale czy jest w ogóle sens myśleć o upolowaniu wersji drewnianej? Zobaczmy najpierw na czym gra polega i co może być problemem w nowej, plastikowej wersji.

O mechanice słów kilka

Fabuła prosta jak drut – dwie drużyny: złoczyńców i stróżow prawa. Każdy członek naszej drużyny reprezentowany jest przez meepla, którego możemy przesuwać po stole, pstrykając okrągłym dużym dyskiem. Możemy też strzelać, mniejszym okrągłym dyskiem i jeżeli naszym „pstryknięciem” przewrócimy meepla (mamy nadzieję że oczywiście z drużyny przeciwnej) jest on ranny, a jak zranimy go odpowiednio wiele razy, odstawiamy go na spoczynek (wieczny) na pobliską szubienicę. Możemy też naszymi rewolwerowcami wbiegać do budynków (musimy wstrzelić się dyskiem przez niewielki otwór reprezentujący drzwi w budynkach), ukrywać się za beczkami, kaktusami, a nawet wyzwać kogoś na pojedynek w samo południe. Wytłumaczenie tej gry jest prościutkie, zabawy jest co nie miara, a czasami też sporo frustracji bo celowanie i strzelanie nie jest takie proste jakby się wydawało. Zatem zobaczmy w iście kowbojskim pojedynku, która wersja wyjdzie zwycięsko.

Pojedynek: Drewno czy Plastik?

Pierwszy pojedynek to jednocześnie pierwsza rzecz o jaką się martwiłem przy nowej wersji, to waga poszczególnych pionów i jej wpływ na przebieg rozgrywki. W czasie gry zdarza się, że pocisk niewystarczająco mocno uderzony, tylko draśnie przeciwnika i go nie przewraca. Na zdjęciach plastikowe meeple wyglądają na bardzo lekkie, przez co wydawać by się mogło że będą łatwiej się przewracać. Otóż waga jest w zasadzie identyczna. Pomiar kuchenną wagą wręcz pokazał że wersja plastikowa jest nawet leciutko cięższa. Tak więc w samym pstrykaniu nie poczułem wielkiej różnicy pomiędzy dwoma wersjami, poza jednym małym szczegółem. Kilka partii rozegrałem na podłodze (zobaczcie zresztą poniżej filmiki jak zezowatym rewolwerowcem jestem), gdzie mam wyłożone lekko chropowate panele (naprawdę w niewielki stopniu). Drewno wyczuwalnie miało wówczas większy problem z płynnym ruchem po podłodze, a plastik sunął po niej jak po taflii lodu. Tak więc ten pojedynek minimalnie wygrywa plastik.

Czas teraz na wrażenia estetyczne. Jak wielu pewnie z Was lubię kostki, meeple i inne elementy wykonane z drewna. Niestety ten szlachetny materiał ma dwa problemy:

  • w porównaniu do plastiku łatwiej się brudzi (i ciężej go wyczyścić). Jeżeli gra będzie często lądować na stole (a będzie!) wówczas dość szybko mogą pojawić się ślady obtarć czy zabrudzenia. Wersję plastikową w takim przypadku wystarczy wrzucić pod kran i będzie wyglądać jak nowa. Drewna raczej tak nie potraktujemy. Trafienie dla plastiku.
  • drugi problem jaki jest z drewnianymi komponentami, to taki że trudno jest aby wszystkie elementy były tak samo dokładne co do milimetra. We Flick’em Up ma to o tyle znaczenie, że tekturowe budynki musimy powsadzać w drewniane podstawki, które niestety mają czasem większe lub mniejsze otwory, w które trzeba kafelek wsunąć. Autorzy / Wydawca zauważyli ten problem i dodali arkusz przezroczystych nalepek którymi można zwiększyć grubość tekturowego domku, przez co lepiej będzie się trzymał w podstawce. Przy plastiku nie ma takiego problemu – wszystko pasuje idealnie. W ogóle plastikowa wersja Flick’em Up jest w jakiś sposób przyjemna w dotyku. Trudno mi to wyjaśnić, ale byłem bardzo zaskoczony tym jak miło mi się grało właśnie tą wersją. Zdecydowanie punkt dla plastiku, bo nawet jeżeli jest Wam obojętne z jakiego materiału będą wykonane poszczególne elementy, to upierdliwość w naklejaniu „pogrubiaczy” na budynki i sprawdzania, czy przypadkiem się nie przewrócą i nie wysuną w czasie gry, jest moim zdaniem dużym minusem dla wersji drewnianej.

Jeżeli chodzi o wrażenia po rozstawieniu to tutaj wygra wersja drewniana przez dwie rzeczy: beczki i karty poszczególnych rewolwerowców. Beczki w wersji drewnianej wyglądają jak beczki. Natomiast w plastikowej jak … no elementy wykonane z plastiku, które swoim kształtem w jakiś sposób przypominają beczki. A co do kowbojów, to w pierwszej wersji, ich statystyki są oznaczone na bajeranckiej, składanej z kilku elementów podstawce, gdzie dodatkowo możemy oznaczyć który z naszych meepli spoczywa już w pokoju. W wersji plastikowej są to proste karty z oznaczeniem punktów życia. Sprawdzają się oczywiście w grze, ale nie mają takiego efektu wow jak pierwotna wersja. Dodatkowo drewniane pudełko wygląda bardzo imponująco i przyciąga uwagę czy to na półce czy na stole na konwencie. W tej „strzelaninie” wygrywa drewno.

Natomiast małe pudełko nowej wersji oczywiście lepiej się sprawdzi w podróży lub na zatłoczonej półce i jest też zdecydowanie lżejsze. Poza tym wersja plastikowa ma rewelacyjną wypraskę ułatwiającą złożenie i rozłożenie Flick’em Up. Plastik znowu górą.

Chyba zakończymy już ten nierówny pojedynek, bo zwycięzca jest dość oczywisty chociaż nie sądziłem, że plastik wygra tak zdecydowanie. Nawet abstrahując od ceny, nowa wersja jest po prostu lepiej i rozsądniej wydana, a sama gra nic nie straciła ze swojej miodności. Nie mogę się już doczekać jak Flick’em Up trafi do mojego domu. Wypożyczony egzemplarz musieliśmy oddać bardzo szybko i byliśmy nienasyceni. Zdecydowanie chcemy pograć więcej! Jedno jest pewne – jeżeli nie jesteście kolekcjonerami i nie macie alergii na plastik, to wersja, która będzie wydana przez Lacertę jest tym czego szukacie. Tak jak było powiedziane było w Absolwencie: Mam dla Was jedno słowo:

one-word-plastics

A na deser możecie popatrzeć jakiego mam strasznego „zeza” i posłuchać co ma do powiedzenia 7 letnia ekspertka od porównywania gier (a wszystko kręcone jakże popularną ostatnio w kinie metodą „skahy cam”)

(*) Ale się poczułem staro pisząc te słowa

  • pelnaparaZnadPlanszy
  • Marta Anna Kornet

    Kurcze ale ta drewniana wersja wciąż mnie korci. Ale gra jest chyba zależna językowo, co oznacza, że dziecko nie znające angielskiego nie poradzi sobie bez pomocy starszych?

    • Poza instrukcją nie ma tutaj żadnych napisów ani kart. Tak więc można spokojnie grać z dziećmi. Zresztą jak widać powyżej ja grałem z siedmiolatką, a obie wersje były po angielsku.