Coś nowego, coś starego… (Ekspres)

Dawno nie pisałem po prostu o grach, w które grałem czyli tzw. Ekspresów. Tym razem o dwóch grach – jednej, która próbuje się właśnie ufundować na wspieram.to i chciałbym żeby się ufundowała więc może was trochę zachęcę czyli Wiertła, Skały, Minerały. To coś tytułowego nowego. Więc do kompletu coś starego od tego samego wydawnictwa.. albo raczej „starego” bo gra nie ma nawet roku, czyli Namiestnik.

WSM czy też O Matko Super Ładujmy (wolne tłumaczenie oryginalnego tytułu Super Motherload wymyślone przez Melanżownię) zainteresowało mnie jak tylko zostało wydane, głównie dlatego że jest oparte na grze komputerowej, którą miałem okazję spróbować, trochę też przez swoją niecodzienną tematykę, a trochę dlatego że mechanika w grze wydała mi się czymś nowym i interesującym. Gra opiera się o deckbuilding czyli budowanie talii… Ok to nie jest nic nowego i nie to mnie zainteresowało. Intrygujący był temat i jego implementacja w samej grze. W Wiertłach wcielamy się w pilota małego pojazdu drążącego na Marsie tunele i wydobywającego drogocenne kruszce i artefakty. Metale szlachetne sprzedajemy i wymieniamy na ulepszenie naszego statku / pilota. Tutaj właśnie do gry wchodzi deckbulding bo te upgrade’y to nic innego jak nowe karty, których używamy do drążenia tuneli czy wysadzania skał.

Przyznam się Wam, że nie jestem wielkim fanem mechaniki budowania talii. Dominiona lubię i cenię, ale ciężko mi było patrzeć na dziesiątki klonów, które pojawiły się po grze-legendzie Donalda X. Vaccarino. Wszystkie robiły dokładnie to samo tylko przyklejona tematyka była inna. Ale wystarczy wziąć deckbulding i zrobić z tej mechaniki nie centralną część gry, a mechanikę pomocniczą, tak jak zrobił to np. Martin Wallace w Lodynie czy w A Few Acres of Snow, albo Vlaada Chvatil w Mage Knight. Wówczas możemy dostać coś naprawdę dobrego i świeżego. Tak jest właśnie w przypadku Wierteł. Składanie talii w czasie gry nie rozprasza, a daje nam tak potrzebne w grach planszowych wybory i decyzje do podjęcia. Kart mamy kilka rodzajów. Jeżeli będziemy kupować tylko jeden jej rodzaj dostaniemy na koniec więcej punktów, ale w czasie rozgrywki może się okazać że mamy ograniczone pole manewru. Jeżeli będziemy kupować wszystkiego po trochu, może nie będziemy mieli wysokopunktujących kart, ale nie będziemy potrzebować tak dużo pieniędzy do ich kupna i mamy za to szersze spektrum kart do wykorzystania.

Samo drążenie jest świetnie oddane za pomocą planszy, które układamy jedna pod drugą (w dodatku są dwustronne więc mamy z głowy też troszczenie się o regrywalność). Wydrążone tunele zaznaczamy za pomocą czarnych kafelków, dzięki czemu widać dokładnie gdzie gracze już dotarli. Rozgrywka jest płynna i po prostu bardzo, bardzo przyjemna. Można sobie trochę przeszkadzać, gracze ścigają się do zdobywania celów (achievementów) za dodatkowe punkty, kupujemy karty, drążymy. Jedyne do czego miałbym się doczepić to grafiki na niektórych kartach pilotów, które być może i tematyczne, to jednak nie są takimi które cieszą oko (wręcz powiedziałbym że wyglądają jak z koszmarów Tima Burtona). Wiertła, Skały, Minerały to w tym momencie obok Impuls gra za którą najmocniej ściskam kciuki na wspieram.to.

namiestnik_7

Drugim tytułem jak już wspomniałem jest Namiestnik i wybrałem go do tego Ekspresu nie tylko dlatego, że jest wydany przez to samo wydawnictwo, ale że ma dla mnie wiele wspólnego z Wiertłami. Oczywiście nie mechanicznie bo jest to zupełnie inna gra, ale jest to tytuł, który robi coś z mechaniką której nie jestem fanem (podobnie jak deckbuildingu) i to w taki sposób że przypada mi to do gustu. W tym przypadku jest to licytacja, której po prostu nie lubię (są oczywiście wyjątki). W Namiestniku zastosowano licytację w ciemno która przynajmniej przyśpiesza proces przebijania się kolejnymi cenami. W każdej rundzie wybieramy jeden z czterech kolorów kryształów, które odpowiadają kartom leżącym na środku stołu. Jeżeli dwóch lub więcej graczy wybierze tę samą kartę, muszą licytować dalej. Pikanterii dodaje fakt że można się dogadywać przed i w trakcie licytacji i spróbować przekonać innych że to mi się tak naprawdę należy konkretna karta.

Oczywiście gdyby była to główna mechanika gry pewnie tytuł nie spodobał mi się tak bardzo. Ale tak jak w przypadku Wierteł i deckbuildingu, tak samo i w Namiestniku licytacja nie jest częścią główną gry. To tylko środek do osiągnięcia celu. Wylicytowane karty wystawiamy do swojego królestwa w postaci charakterystycznej piramidy. Im wyżej daną kartę wyłożymy tym więcej będzie nas to kosztować, ale też więcej zyskamy. Trzeba zwracać uwagę na wiele elementów: właściwości kart, kolory, ikony. Jest tego sporo, a jednocześnie łatwo się w tym rozeznać i nigdy nie czułem się w grze zagubiony. Jeżeli interesuje Was mechanika Namiestnika możecie posłuchać jak razem z Tycjanem rozmawiamy o grze na gorąco po pierwszych partiach.

Namiestnik to przykład gry, która po pierwszym zachwycie i buzzie w internecie troszeczkę zniknęła z radarów graczy. Sam jestem temu winien bo u mnie również gra dość długo leżała na półce. Tak bardzo zapędzamy się w śledzeniu nowych tytułów i akcji na wspieram.to, że zapominamy trochę o tytułach, które już trafiły na nasze półki. Namiestnik moim zdaniem nie powinien odejść w zapomnienie i jeżeli ktoś nie miał jeszcze okazji spróbować tego tytułu to bardzo gorąco go polecam. Umili on Wam wyczekiwanie na te wszystkie nowości, które wsparliście a dotrą do Was dopiero za parę miesięcy 😉

To teraz potrzebuję tylko coś pożyczonego i coś niebieskiego… Jakieś pomysły?