Alchemicy – wytrawna mikstura nie dla każdego

Alchemików poznałem na targach w Essen. Chociaż poznałem to za dużo powiedziane. Posłuchałem zasad, popatrzyłem na grających ludzi. Cieszę się, że nie upierałem się, żeby usiąść i zagrać w ten tytuł w głośnej i tłocznej hali targowej, bo nie wiem czy spodobałby mi się tak jak teraz. Nie dajcie się zwieść kolorowej grafice, cukierkowym kosteczkom i gadżeciarskiej aplikacji na smartfony. Ta gra wymaga móżdżenia i skupienia się w czasie całej, niekrótkiej rozgrywki. To powiedziawszy, powiem Wam dlaczego powinniście się nią zainteresować.

Kolorowe grafiki, najwyższej jakości komponenty, śmieszna instrukcja (*), mają Was przekonać, że będzie lekko i przyjemnie. Nie ma nic lekkiego w byciu Alchemikiem. Myślicie, że łatwo jest wymyślać nowe mikstury i wszystko od razu działa? Oczywiście, że nie. Na początku mamy 8 różnych składników, które możemy znaleźć w pobliskim lesie. Najgorsze, że nic o nich nie wiemy. Tylko tyle, że przypisane są do jednego z 8 różnych alchemonów, które z kolei składają się z trzech cząstek: czerwonej, niebieskiej i zielonej o ujemnym lub dodatnim „ładunku”, dużym lub małym. Dwa alchemony o tym samym ładunku, ale różnej wielkości spowodują powstanie napoju o takim ładunku i kolorze np: alchemon z dużym zielonym plusem i drugi z małym zielonym plusem – da nam zielony napój „plusowy”. Tylko skąd to wiedzieć? Można samemu taką miksturę wypić i narazić się na niepożądane działanie napojów „ujemnych” takich jak: paraliż, zatrucie, czy utrata pamięci. Można wykorzystać do tego swoich studentów – gorzej jak my, albo ktoś inny z okolicznych naukowców przytruje takiego biedaka, wtedy owszem dalej będzie chciał się poświęcać dla nauki, ale już za drobną opłatą (w końcu jeść trzeba, a u studentów się „nie przelewa”).

Ale po co to wszystko robimy? Przecież nie po to, żeby popróbować mniej lub bardziej smacznych napojów lub przytruwać studentów. Chcemy być najsłynniejszymi Alchemikami i przyćmić tych wszystkich szarlatanów, którzy twierdzą, że znają sposób przemiany ołowiu w złoto. Jak każdy szanujący się pracownik naukowy musimy publikować nasze odkrycia dotyczące jednego z 8 składników. To nic, że nie zawsze mamy pełną wiedzę – odpowiednio drobny druk i parę przypisów (jeszcze mniejszym drukiem) w publikacji zapewni, że nikt nas nie zdyskredytuje, jak (a raczej kiedy) się pomylimy. Ale trzeba się spieszyć – jak za długo będziemy testować mikstury i będziemy zwlekać z ujawnianiem naszych odkryć, inni alchemicy nas wyprzedzą i będą cieszyć się uznaniem i chwałą… oczywiście dopóki nie udowodnimy, że plotą bzdury.

To wszystko niestety kosztuje. Porządne laboratorium potrzebuje dobrych sprzętów, a najlepiej magicznych artefaktów, a te, niestety, nie są tanie. Nie wspominając o przytrutych studentach, których będzie trzeba opłacać. Całe szczęście przez pobliskie miasto wędrują przeróżni złoczyńcy i bohaterowie, którzy poszukują pewnych mikstur (czasem leczniczych, a czasem trucizn – nie nam to oceniać). Możemy je im sprzedać, jeżeli wiemy, jak je zrobić… albo zaryzykować i w razie niepowodzenia utracić trochę wpływów wśród lokalnej ludności. Zawsze możemy im sprzedać coś, co nieźle smakuje i na pewno nic złego się im nie stanie… ani też nic dobrego – ot zabarwiona woda.

Najgorzej, że trzeba się śpieszyć, bo zbliża się festiwal Alchemików, na którym będziemy mogli pokazać wszystkim nasze umiejętności. Czeka nas chwała, pieniądze i nieśmiertelność… albo upodlenie, bieda i artretyzm do końca życia.

Temat wylewający się z kociołka

Ten cały przydługi wstęp napisałem, żeby Wam opowiedzieć co się dzieje w czasie rozgrywki. Zobaczcie, że nie użyłem ani razu słów karta, żeton, plansza, pionek, ani nic innego, co by kojarzyło się z grą planszową. To znak rozpoznawczy wydawnictwa CGE i Vlaady Chvatila i jego wcześniejszych gier… Zaraz, ale przecież to nie on zaprojektował grę. To „nowicjusz” Matúš Kotry jest autorem Alchemików. Wprawdzie słyszałem plotki, że Chvatil pomagał w developmencie gry i patrząc na grę jestem w stanie w to uwierzyć, bo czuć wiele elementów charakterystycznych dla jego gry. Jesteśmy świadkami narodzin „szkoły projektowej” Vlaady? (*)

Duża zasługa w budowaniu tematycznej otoczki gry jest w instrukcji i jej RE-WE-LA-CYJ-NEGO tłumaczenia. Wysoki poziom polskiej wersji zawdzięczamy Ryszardowi „Rysławowi” Chojnowskiemu – świetnemu tłumaczowi, który jest odpowiedzialny m.in. za polską wersję Diablo III. Jak nie znacie jeszcze jego cyklu „Angielski dla graczy”, koniecznie zajrzyjcie na jego kanał youtube i profil na facebooku. Zatrudnienie do tłumaczenia Rysława, to bardzo dobra decyzja wydawnictwa Rebel.

(*) Plotka potwierdzona: Vlaada mówi o tym w tym wywiadzie – był jednym z developerów Alchemików, a autor gry pracuje w CGE w dziale programistycznym.

Mechanika analogowa i cyfrowa

Sama gra jest zbudowana wokół dwóch mechanizmów. Pierwszy to worker placement, czyli „wysyłanie” naszych pionków do przeróżnych miejsc na planszy, gdzie będziemy mogli zbierać składniki, mieszać je w mikstury, sprzedawać je bohaterom oraz publikować i obalać teorie. Za to wszystko będziemy zdobywać punkty reputacji, a kto będzie ich miał najwięcej na koniec gry – wygra. Drugi mechanizm, czy raczej aspekt gry, to dedukcja. Łącząc ze sobą różne składniki dowiadujemy się powoli, z jakich cząstek się składają, aż w końcu dzięki eksperymentom i metodzie eliminacji będziemy wiedzieć dokładnie, jaki alchemon odpowiada konkretnemu składnikowi. To właśnie w tym miejscu do gry wchodzą tablety i smartfony ze specjalnie przygotowaną aplikacją. Ma ona za zadanie odczytać dwie karty-składniki, które mieszamy i odpowiedzieć jakiego rodzaju mikstura z nich wyjdzie. Tą częścią wiedzy będziemy musieli podzielić się z innymi graczami, ale nie będą wiedzieć, które składniki wrzuciliśmy. Dlatego trzeba być skupionym cały czas i obserwować, co zbierają inni (albo używać artefaktów takich jak peryskop, które pozwolą nam zdobyć dodatkową wiedzę). Nie opisywałem wcześniej aplikacji i nie chcę się na niej skupiać, a to dlatego, że to nie jest gadżet, który ma nam tylko umilić grę. To integralna część rozgrywki, po jakimś czasie zapominamy, że w naszej grze jest jakieś urządzenie elektroniczne – tak doskonale aplikacja wtapia się w grę. Wielkie brawa dla CGE za pomysł i wskazanie kierunku w jakim mogą iść nowoczesne gry planszowe.

Mózgownica paruje

Alchemicy znakomicie wpisali się w mój gust. Lubię gry, gdzie mam dużo decyzji, mogę pomyśleć, a jednocześnie wszystko co robię ma mniejszy lub większy sens tematycznie. Tutaj wszystko jest świetnie połączone, niczym w kociołku alchemika: mamy tradycyjną planszową mechanikę, mózgożerne kombinowanie i dedukcję, ze szczyptą nowych technologii i ogromną ilością tematu, który wręcz wylewa się z planszy. W rezultacie otrzymaliśmy znakomitą miksturę, wytrawną i smakowitą, ale też taką, która nie będzie dla każdego. Nie każdy będzie miał ochotę na spędzenie dwóch godzin nad planszą (nieważne jak piękną), kreśleniu czegoś w swoim notatniku, kombinowaniu i dedukowaniu. Natomiast jeżeli lubiliście poprzednie gry wydawnictwa CGE, a dedukcja to coś co powoduje, że serce zaczyna Wam bić mocniej z radości – to moim zdaniem jest to najlepsza pozycja, którą możecie obecnie kupić.

  • Kupić

    Lubisz dedukcję i/lub móżdżenie, a jednocześnie szukasz czegoś z tematem

    Znasz poprzednie gry CGE takiej jak Pupile podziemi czy Dungeon Lords – to wiesz czego się spodziewać. A jak dodatkowo temat Alchemików Ci się podoba – kupuj.

  • Zagrać u kolegi

    Brzmi ciekawie, ale boisz się długich rozgrywek

    Ani ty ani żaden z Twoich współgraczy nie ma smartfona – poszukajcie kogoś kto ma tę grę i zagrajcie. Nie ma sensu kupować tej gry i grać z moderatorem, albo aplikacją webową na komputerze.

  • Unikać

    Dwie godziny móżdżenia to nie dla Ciebie

    Uważasz że elektroniczne urządzenia powinny mieć zakaz zbliżania się do planszówek na mniej niż 5 metrów.

Gra objęta jest patronatem medialnym ZnadPlanszy.pl

PS: ciekawym skutkiem ubocznym aplikacji smarfonowej jest to, ze osoby, które w czasie grania lubią zaglądać na facebooka / instagram itp i zamiast grać, czytają coś na telefonie – tutaj powinni mieć formalny zakaz robienia tego w czasie gry. No bo skąd mogę wiedzieć, że taka osoba nie bawi się aplikacją i z czymś nie eksperymentuje? 😉