Na 5 minut przed Essen (*)

Postanowiłem przygotować mały wpis z poradami dla osób jadących do Essen jak i tych śledzących targi w domu… ale na jakiej podstawie mam komuś radzić skoro sam jestem w rozsypce? Wyjazd o 4:30 rano, a ja nie jestem nawet spakowany, że o kanapkach na drogę nie wspomnę.

19:10: Filip nie chce spać. Ciągle muszę do niego biegać.. Gdzie jest ten cholerny plecak? Jeszcze wczoraj go przecież nosiłem!

19:12: Dykafon! miałem wziąć dyktafon… Dobrze że chociaż on jest na swoim miejscu. Pewnie i tak znowu nic nie nagram, tak jak rok temu, ale może tym razem coś się uda. Ok, bateria do telefonu wzięta, mapa Niemiec ściągnięta, kable przygotowane.

19:30: rany ale jestem głodny… GDZIE TEN PLECAK?! No nic, poczekam aż Agnieszka wróci z włoskiego. Filip płacze – lecę.

19:31: raczej wrzeszczy – zęby mu idą. Osoba która kiedyś wymyśli bezpieczny dla dzieci środek nasenny/uspokajający pewnie dostanie pokojową nagrodę Nobla. Albo niech chociaż wrzuci to na Kickstartera – miliardy gwarantowane,

19:33: Plecak się znalazł

19:35: Szit!! Muszę jeszcze złożyć talie Netrunnerowe – mieliśmy pograć z Jankiem. Olać pakowanie – Netrunner ważniejszy.

19:40: Nie no – nie mogę składać talii, muszę się najpierw spakować. Przede wszystkim wygodne buty – tyle godzin na nogach, w mało wygodnych butach mogą załatwić na amen. Biorę moje klapki.. znowu będę się mnie pytać czemu różowe. Faceci nie znają się na kolorach – one są czerwone! (w tym roku dorzucam do tego jeszcze zółty telefon – chłopaki będą mieli „używanie”)

19:41: Idę po saszetkę na szyję. W takim ścisku jakoś nie mogę trzymać pieniędzy po kieszeniach – wolę sobie zawiesić saszetkę z pieniędzmi na szyi. Wprawdzie nie słyszałem o kradzieżach w Essen, ale strzeżonego… sami wiecie co jest dalej.

19:42: OMG! W środku było 160€ – faktycznie w tamtym roku kupiłem tylko jedną grę i nie wymieniłem euro!

19:48: Masaż dziąseł chyba pomógł Filipowi – zasypia. Uff

19:48: Czas na spakowanie jedzenia. Nie nocujemy w hotelu, a w wynajętym mieszkaniu. Wprawdzie jedzenie trzeba sobie robić samemu (domowa pizza Marcina FTW!), ale mam porównanie i byłem o wiele bardziej wypoczęty mieszkając w mieszkaniu, grając w mieszkaniu itd. niż siedząc wieczorem w części restauracyjnej hotelu na niewygodnych krzesłach, gdzie jest głośno, duszno i ciemno. W mieszkaniu oprócz ciszy i spokoju (oraz grania), można było sobie wyciągnąć nogi na kanapie i poczytać spokojnie książkę (Kindle! prawie bym zapomniał)

19:52: Filip. Wrzask. Idę.

20:05: Zobaczymy co będzie dalej. Ja jestem już wycieńczony. Otwieram piwo.

20:06: Wypluwam piwo – przecież będę w nocy prowadził samochód!

20:20: Właśnie się dowiedziałem że w nocy mam zajechać po koszulki.

20:21: Aga wróciła. Kochane kanapki zróbcie mi żono czy jakoś tak 😉

20:25: Wydrukowane plany hal – w tym roku targi będą w trzech dużych halach. Zupełnie inaczej niż w latach poprzednich – przy stoisku pewnie będą niezłe tłumy. Instrukcja do Glass Road też wydrukowana – ciągle nie wiem czy kupować – drogie to, pewnie będzie polska wersja. A może tańszą niemiecką? W końcu nie ma dużo tekstu na kartach. Chyba. Nie wiem…

20:40: Jakieś leki na wszelki wypadek wezmę. Przede wszystkim coś na gardło – tyle godzin gadania dziennie trochę męczy.

20:55: sprawdzam listę… prawie wszystko

21:10: ok, idę jeść kolację…. szit jeszcze ten Netrunner

21:30: właśnie się zorientowałem, że checklista rzeczy do wzięcia ma drugą stronę!

22:15: jestem padnięty, a jeszcze nie zaczęły się targi. Jak pomyślę o rozstawianiu stoiska, długiej podróży i czterech dniach opowiadania o grach, to myślę, że może lepiej zostać w domu i oglądać prezentacje live na BGG? Neee – kogo ja oszukuję. Essen nadjeżdżam!

* Powyższy wpis jest tylko lekko podkoloryzowany, większość z powyższych wydarzeń miała faktycznie miejsce

 

  • palmerZnadPlanszy

    Ogórki na after party ? 😀

  • Bogas

    Ale Ci zazdroszczę! Po tym wpisie już trochę mniej, ale jednak 😉 Powodzenia w Essen!

  • Stanisław Juźwicki

    Rok temu byłem, było zarąbiście. W tym roku popatrzyłem na wishlistę – 3 tytuły – myślę sobie, eeee… nie jadę, nie ma po co. Jeszcze kilka takich wpisów i będę poważnie zirytowany, że nie jadę 😛

  • Katarzyna Ziółkowska

    To ja już wiem dlaczego wczorajszy wieczór miast ze mną Janek spędził nad klaserem z kartami…Eh.

  • A najciekawsze, że oczywiście jak wyjeżdżałem rano to zapomniałem kanapek wziąć z lodówki 🙁

    • A jechałeś chyba w czwartek czy co? My jechaliśmy w środę — dzięki czemu na luzaka jeszcze poszliśmy wieczorem do niemieckiego dyskontu, a potem graliśmy do północy w planszówki wzięte na podróż (szaleństwo, wozić gry na Essen 😉

      • Wyjeżdżaliśmy w środę rano (naprawdę ten wpis był pisany przed wyjazdem we wtorek). Przyjechaliśmy, rozłożyliśmy stoisko i gry, pojechaliśmy po zakupy i pograliśmy wieczorem nawet w coś 🙂

        • A no tak. Musieliście jeszcze rozłożyć stoisko. Nas ten punkt program nie dotyczył 😉