Jak znaleźć czas na granie przy dwójce dzieci?

Powyższe zdjęcie (wybaczcie jego słabą jakość – komórka) wrzuciłem na swój profil na Facebooku z podpisem: „Dzieci śpią – rodzice się relaksują :)” – był to piątkowy wieczór, a w prawie każdy piątek staramy się z Agnieszką w coś pograć, najczęściej w jakimś niewielkim gronie. Do napisania tego felietonu zainspirował mnie jeden z komentarzy koleżanki, która podobnie jak my jest rodzicem kilkuletniej dziewczynki (a my dodatkowo trzy miesiące temu „dorobiliśmy się” jeszcze syna):

 

Dobra, a teraz powiedz, jak się to robi, żeby zgrać w czasie spanie dzieci, niespanie rodziców i jeszcze ochotę na planszówki u mniej chętnej połowy?

Od razu mówię – nie jestem ekspertem ani od wychowania dzieci, ani od spraw małżeńskich. Pomimo to, może moje przemyślenia na ten temat pomogą któremuś z rodziców przyjemnie spędzić wieczór przy planszówce.

Zacznijmy od najprostszej rzeczy: 

Niespanie rodziców

No cóż jak kawa nie pomaga, to spróbujcie czegoś mocniejszego. A tak na poważnie – tutaj chyba nie będę miał żadnej rady, bo zmęczenie to indywidualna sprawa każdej osoby. Oczywiście nie zawsze jest tak różowo jak na zdjęciu powyżej i nie zawsze mamy siłę na granie w Cywilizację do późna w nocy. Czasem zagramy w coś lekkiego pokroju Thurn und Taxis i na tym zakończymy wieczór. Najczęściej kiedy siadam do planszy, odchodzi mi całkowicie zmęczenie (które po partii pewnie wróci ze zdwojoną siłą) i mogę w całości oddać się przyjemności grania. Ale najważniejsze to nie próbować niczego na siłę – nie macie ochoty / siły na granie, to obejrzyjcie serial, poczytajcie gazetę, a jak najbardziej na świecie macie ochotę iść spać – to trzeba iść spać. Ważne, żeby zrobić coś dla siebie – co prowadzi nas do:

Ochota u niechętnych

Jestem szczęściarzem – moja żona jest graczem. Na pewno nie takim zapalonym, jak ja. Nie śledzi wszystkich nowości, ale lubi grać – w końcu w to hobby weszliśmy razem, w momencie wspólnego zakupu Thurn und Taxis (dzięki Robert raz jeszcze!). Ale co najważniejsze, nie gramy tylko dla grania i poznawania nowości, ale po to by razem spędzić miło czas. Jeżeli wolicie coś obejrzeć, czy po prostu porozmawiać to powinniście robić to, co sprawdza się w Waszym przypadku. Dla nas piątkowy wieczór to nie tylko granie w planszówki, ale okazja do spotkania się ze znajomymi – szczególnie dla Agnieszki, która spędza większość dnia tylko z naszymi dziećmi. Jeżeli granie połączycie z wieczornym spotkaniem ze znajomymi to i druga, mniej chętna połówka, z większą przyjemnością powinna usiąść do planszy (szczególnie jak na stole będzie jeszcze coś do zakąszenia). Uczyńcie z tego tradycję – niekoniecznie cotygodniową, ale nawet w raz miesiącu – niech Wasi przyjaciele Was odwiedzą i spędźcie razem miło czas. Nie naciskajcie na granie. Znowu wracamy do tego, żeby robić to, co będzie się sprawdzało u Was – nawet jeżeli jest to „tylko” rozmowa. Celem powinno być oderwanie się od karmienia, wychowania, usypiania i zrobienie czegoś dla siebie. Dzieci są ważne, ale od czasu do czasu trzeba być trochę egoistą. A jak już bardzo zatęsknicie za graniem, to dobrze też, żeby Wasza druga połowa usłyszała od czasu do czasu, że po prostu chcecie z nim/nią zagrać, żeby spędzić razem miło czas. To Wasze hobby i chcecie je dzielić z najważniejszą dla Was osobą.

W wieczorowym graniu ze znajomymi, jednym z problemów może być skrępowanie – dziecko może zacząć płakać, będzie trzeba się nim zająć, a przecież trzeba też zająć się gośćmi. Ba – niejeden raz kończyliśmy jeszcze kąpać córkę, gdy rozlegało się pukanie do drzwi. Postarajcie się nie stresować tym za bardzo i uprzedzić znajomych: „Zapraszamy na godzinę xx, ale może się zdarzyć, że będziemy musieli zająć się jeszcze dziećmi – nie będzie Wam to przeszkadzać?”. Postawcie sprawę jasno przed spotkaniem – dzięki temu takie sytuacje nie powinny krępować ani Was, ani Waszych znajomych (po paru takich spotkaniach Wasi znajomi będą wiedzieli, gdzie jest u Was herbata i sami się obsłużą 😉 ). Oczywiście możecie umówić się na późniejszą godzinę, kiedy będziecie wiedzieli, że Wasze pociechy powinny już spać, ale wtedy może być problem ze zmęczeniem. My „załatwiliśmy” to troszeczkę inaczej.

Oczywiście dzieci, tak samo jak dorośli są bardzo różne. Może się zdarzyć, szczególnie u małych dzieci, że po prostu będą długo zasypiać, trzeba je nosić na ręku, bujać itp. Wtedy pozostaje tylko czekanie, aż pociechy trochę podrosną. Może znowu mam szczęście, ale zarówno Klara (starsza córka), jak i Filip, zasypiali wieczorem około godziny 19. Wydaje mi się, że „kluczem do sukcesu” jest regularność. Kąpanie 18:00 – 18:30, potem karmienie/kolacja i czytanie bajki. Jeżeli dzieci będą zasypiać o 22-23 (są takie przypadki), będą spały do 8-9 rano, przez co wieczorem będą szły późno spać – i tak w kółko. Trzeba wybrać – czy chce się dłużej pospać, czy mieć wolny wieczór – ja wybieram to drugie 😉 Oczywiście teraz Klara nie chodzi już spać o 19, a trochę później, ale przyzwyczaiła się, że do rodziców przychodzą różni wujkowie i ciocie pograć w gry planszowe. Najczęściej wtedy siada z nami do stołu i chwilę poobserwuje jak rozkładamy grę, pobawi się komponentami, a następnie któreś z nas mówi: „Już czas spać”. Ustaliliśmy z nią, że piątki to czas dla rodziców (i ogólnie wieczory po godzinie 20). Może z nami chwilę posiedzieć, ale potem rodzice mają prawo do zabawy ze swoimi znajomymi, a Klara może jeszcze się wtedy pobawić trochę w swoim pokoju. Nie jestem ekspertem i nie umiem powiedzieć, czy nasza córka po prostu przywykła do takiej sytuacji, bo w naszym domu zawsze tak było, czy też takie podejście sprawdzi się w każdym przypadku. Prawdopodobnie nie, ale wydaje mi się, że już kilkuletniemu dziecku można takie rzeczy wytłumaczyć – w końcu to są takie same osoby jak my, a z każdym można się jakoś dogadać.

Ktoś kiedyś zadał podobne pytanie Tomowi Vaselowi – prywatnie ojciec 6 córek : jak udaje mu się znaleźć czas na granie przy tylu dzieciach. Odpowiedział coś w tym stylu:

 

Oczywiście nie chodzi o to, żeby być głuchym na płacz dziecka, ale żeby pamiętać, że mamy też swoje prywatne życie i nasze dzieci muszą też mieć tego świadomość. Dzieci są wspaniałe, ale czasami potrafią być niezłymi terrorystami, jeżeli im się na to pozwoli. Jeżeli miałbym podsumować ten przydługi wywód, byłyby to chyba dwa słowa: regularność i rozmowa. Porozmawiajcie ze swoim dzieckiem i spróbujcie mu wytłumaczyć, że macie prawo do zabawy samemu. Porozmawiajcie z „niechętną” połówką, że gry planszowe to Wasze hobby i chcecie je z nimi dzielić i spędzić razem miło czas. Pilnujcie regularności w planie dnia Waszych dzieci – na pewno nie zaszkodzi, a być może pomoże. I regularnie grajcie – wpłynie to dobrze na Wasze samopoczucie, a dzieci przyzwyczają się, że czasem bawicie się bez nich.

 

  • mat_eyo

    Świetny artykuł, świetne foty! Na pierwszej mały ewidentnie ucieka od kart, aż taką słabą rękę miałeś? 😉

    • Na zdjęciach akurat jest Klara jakieś 4 lata temu 🙂 miała wtedy dwa tygodnie. Akurat zdjęcie było robione w momencie jak zaczęła płakać 🙂
      Teraz jak jest dwójka to gramy raczej tylko wieczorami jak już dzieciaki śpią. No chyba że w ciągu dnia z Klarą 🙂

      • mat_eyo

        Moi grający przyjaciele również mają córeczkę, Zosia ma lekko ponad roczek. W moim mieście są to stety/niestety jedyni planszówkowicze jakich znam więc staramy się grać z nimi regularnie. Nigdy nie było problemów z dzieckiem. Umawiamy się pod wieczór, najczęściej jak wpadamy możemy jeszcze chwilę pobawić się z małą, pogadać z nimi tak na luzie i do gier siadamy dopiero jak Zosia zaśnie. Wszyscy zainteresowani są z takiego układu zadowoleni 🙂

  • Agnieszka Krupińska

    Dobra ekipa do grania to jest podstawa! Nawet jeśli ta ekipa to „tylko” druga połówka 😉 U nas piątek jest dniem niemal świątecznym, wieczór jest poświęcony spotkaniom ze znajomymi, ja zazwyczaj obmyślam czym gości poczęstować, robię specjalne zakupy, itd. To taka swoista celebracja początku weekendu 😉

  • Marcin Kwiatkowski

    Świetny artykuł, jakbym czytał o sobie. Moja żona też jest graczem, mamy niespełna dwuletniego synka i od samego początku znajdowaliśmy czas na granie. Czasem jest to jeden wieczór w tygodniu, czasem 3-4 🙂 Mamy swoją ekipę, swoje ulubione gry i jest to dla nas znakomity sposób na zrelaksowanie się i okazja do spotkań z przyjaciółmi 🙂

  • Adam Badura

    Też mamy dwójkę dzieci (Karol 3,5 roku, Ewa 2 lata) ale do tego jeszcze trzecie w drodze. Druga połowa niestety mało chętna na granie. Nie ma „bakcyla” rywalizacji. Przed Karolem jeszcze i potem gdy miał ~0,5 roku grywaliśmy dość często, głównie Carcassonne i Osadników, bo to Jolka nawet lubi. Ale z dwójką już rzadko, dzieci wyciągają energię.

    Ze znajomymi wieczorem nie ma problemu. Lojalnie ostrzegam przed „ryzykiem dzieci” i kilka razy nawet mieliśmy niekorzystne scenariusze (choć głównie noce sylwestrowe, gdy jest głośno). Tym niemniej daje radę. I dla nikogo kto do nas przychodzi nie był to nigdy problem. W tym miejscu zresztą „mniej grająca połówka” ma pewne zalety, rzadko powstaje wątpliwość kto ma odejść od planszy… 😉

    Moje dzieci chodzą jednak spać 21:30-22:00. Późno. Najpóźniej wśród znajomych. I tak, wstają potem ~8:00. Ale tu „trade off” nie jest taki prosty jak to Marcin rysuje (moim zdaniem). Ja wstaję krótko przed 6:00, tak że w pracy jestem 6:30. W domu – o ile pracowałem przepisowe 8h – jestem około 15:00. To mi daje około 6h z dziećmi (i dla odciążenia Joli, żeby i ona miała trochę czasu dla siebie). Jeśli dzieci pójdą spać dwie godziny wcześniej i wstaną dwie godziny wcześniej to ja będę miał z nimi dwie godziny mniej. A także Jola będzie „stratna” na czasie wolnym od dzieci (bo liczy się tu tylko ten popołudniu, gdy ja się nimi mogę zająć – zysk wieczorem jest bowiem kompensowany stratą rano).

    Jak na razie właśnie ten „rachunek czasu” był dużym argumentem na rzecz niezmieniania porządku. Choć być może pójście Karola do przedszkola (już od września!) wymusi zmiany tak czy siak. Zobaczymy.

    • Tak jak pisałem – najważniejsze to znaleźć to co sprawdza się u Was. Wy wypracowaliście swój harmonogram i jest u was regularny. Ale masz rację że trzeba wziąć też pod uwagę czas na spędzenie z dziećmi.

      Podsumowując: rodzicelstwo to kawał roboty 😉

  • Paweł Święcicki

    Gratuluję rozwiązania jako ojciec 18 miesięcznej córy. U mnie sytuacja ma się podobnie – regularność i „wolne wieczory” kosztem poranków. Natomiast rozwiązanie do grania w TTA pierwsza klasa 🙂

  • jaroslawczajaZnadPlanszy

    Jak na razie (4-miesięczny syn) udaje mi się grać tylko turowo online. Żona gra sporadycznie i obecnie dziecko pochłania ją na tyle, że nie ma już siły na nic. Na wychodne spotkania też nie bardzo mam czas (a często i siły już brak), bo młodego trzeba wieczorem wykąpać. Ech, muszę jakoś to przemyśleć.

  • Pingback: Kiedy dzieci śpią | Wypażona.pl()

  • Łukasz

    Jakże ciągle aktualny jest ten tekst. 🙂

    • Sam do niego czasem wracam. Zresztą mam sentyment bo to pierwszy mój tekst na ZnadPlanszy 🙂

      • Adam Badura

        A mi się zmieniło z 2 i trzecie w drodze (komentarz powyżej) na 4 i piąte w drodze. 😉 Ale ten czas leci… 😉